Baza w Rybakach zakończyła swoją letnią działalność 22.08.2010. Teraz zapraszamy na wyprawy nurkowe w inne rejony

Nurkowanie z CN Nowa AMA

Nurkowanie - wyprawy, kursy, oferty, promocje.
Bezpłatny biuletyn informacyjny.
Premumerata biuletynu
 
archiwum i regulamin prenumeraty biuletynu nurkowego
Do It Better z bojką dekompresyjną

Do It Better z bojką dekompresyjnąBojka dekompresyjna to jeden z bardzo mądrych i pożytecznych wynalazków nurkowych. Dzięki niej, zwłaszcza w trudnych, morskich warunkach, można w znaczący sposób podnieść zarówno bezpieczeństwo, jak i wygodę nurkowania. Jednak mimo swoich niezaprzeczalnych zalet bojki dekompresyjne wymagają sporej wprawy w posługiwaniu się nimi - nieumiejętnie użyte mogą przysporzyć sporo kłopotów a nawet doprowadzić do poważnego wypadku nurkowego. Dlatego korzystanie z bojki w rzeczywistych warunkach (na morzu, w prądach, podczas nurkowań dekompresyjnych) powinno być najpierw doskonale opanowane podczas ćwiczeń w bezpiecznym i kontrolowanym środowisku.

Do czego bojka służy?

Polska nazwa "bojka dekompresyjna" może być trochę myląca, sugerować, że jest to urządzenie przeznaczone wyłącznie do nurkowań dekompresyjnych. Angielska nazwa tego wynalazku (surface marker buoy, SMB) również nie w pełni oddaje jej przeznaczenie. Dopiero obie te nazwy razem opisują w pełni jej zastosowanie, gdyż zasadniczo spełnia ona dwie podstawowe funkcje - oznacza miejsce, w którym wynurzy się używający jej nurek, oraz ułatwia wykonywanie przystanków podczas wynurzania w toni. Nie muszą to być od razu przystanki dekompresyjne, bojka ułatwia bowiem również wykonanie przystanku bezpieczeństwa, tak więc z powodzeniem można (i należy) używać jej również podczas nurkowań bezdekompresyjnych.

Zacznijmy od sygnalizacyjnej funkcji bojki. Kiedy dla nurka rozpoczynającego wynurzanie istotne jest, żeby na powierzchni wody widoczne było dokładnie gdzie się wynurzy? Pomińmy tu oczywistą odpowiedź "zawsze" i skupmy się na konkretnych sytuacjach. Po pierwsze nurek powinien oznaczać miejsce swojego wynurzenia zawsze wtedy, gdy istnieje ryzyko bliskiego spotkania na powierzchni, lub tuż pod nią, z jakimkolwiek środkiem pływającym - dzięki temu uniknąć można bardzo poważnych obrażeń. Musimy pamiętać o tym, że nasze "bąble" nie zawsze są widoczne na powierzchni wody, nie zawsze też użytkownicy powierzchni wody, nie mający do czynienia z nurkowaniem, zwracają na nie uwagę. Po drugie wtedy, gdy na skutek niezamierzonej "teleportacji" wynurzy się w miejscu odległym od obszaru, na którym spodziewa się go asekuracja powierzchniowa - dzięki temu uniknąć można długiego płynięcia "z powrotem" po powierzchni, lub spaceru w pełnym sprzęcie wzdłuż brzegu. Pod warunkiem, że czuwająca na powierzchni ekipa będzie na tyle miła, że wyśle po nas łódź...

Te dwa powody przeczą często spotykanemu poglądowi, że bojki dekompresyjne przydatne są tylko podczas nurkowania w morzu, że nie ma potrzeby używać ich w wodach śródlądowych. Na niektórych jeziorach aż roi się od motorówek, skuterów wodnych i jachtów, oraz desek windsurfingowych, które dla nurków są najbardziej niebezpieczne, bo nie słyszymy ich pod wodą. W jeziorach też dużo częściej niż w morzach dochodzi do zmylenia drogi, ze względu na mało urozmaiconą rzeźbę dna, utrudniającą nawigację naturalną, oraz konieczność korzystania z kompasu.

Trzeci powód sygnalizowania miejsca wynurzenia wiąże się już ściśle z nurkowaniem w morzu, z tak zwanym nurkowaniem dryftowym. Nurkowanie dryftowe odbywa się w ten sposób, że nurkowie wskakują z łodzi do wody w jednym miejscu, zwiedzają podwodne atrakcje (przeważnie rafę koralową) płynąc w jednym kierunku (przeważnie unoszeni przez prąd) i kończą nurkowanie zupełnie gdzie indziej, niż zaczęli. W czasie gdy oni dryfują pod wodą ich łódź dryfuje w tym samym kierunku po powierzchni i dzięki sygnalizacji wynurzenia bojką, załoga łodzi wie, gdzie podjąć kończącą nurkowanie grupę z wody. Z tego względu dobrym zwyczajem jest podpisywanie swojej bojki - w niektórych miejscach nurkowych operuje jednocześnie kilka łodzi i kilkanaście grup nurkowych. Podpisana bojka ułatwia załodze łodzi identyfikację grupy jeszcze zanim wynurzy się ona na powierzchnię.

O ile można wyobrazić sobie sytuacje, kiedy w wodach śródlądowych można bezpiecznie nurkować bez bojki, o tyle w morzu bojkę powinien mieć przy sobie każdy nurek. W niektórych rejonach świata jest to wręcz prawny wymóg, podyktowany względami bezpieczeństwa. Dlaczego? Ponieważ, ze względu na nieprzewidywalność prądów, każde nurkowanie w morzu niesie ryzyko przeistoczenia się w nurkowanie dryftowe. Jeśli nurek, a nawet grupa nurków, niespodziewanie wynurzy się w odległości kilkuset metrów od łodzi, to ich sylwetki, nawet przy spokojnym morzu, nie będą zbyt rzucać się w oczy, natomiast jaskrawo pomarańczowe, prawie dwumetrowe cygaro będzie widoczne doskonale.

Szczególnie ważne jest posiadanie bojki podczas nurkowania na wrakach. Podczas takiego nurkowania należy zawsze liczyć się z koniecznością wynurzenia przed odnalezieniem liny opustowej. Czeka nas wtedy wynurzenie w toni, które samo w sobie nie jest szczególnie trudne, ale w połączeniu z możliwością wystąpienia prądów może okazać się podróżą w nieznane. W takiej sytuacji bojkę należy "wystrzelić" na powierzchnię jak najwcześniej, żeby umożliwić załodze łodzi śledzenie dryfującej grupy, czy zgubionego nurka.

O ile wynurzanie się w toni nie jest szczególnie trudne, o tyle wykonywanie w toni przystanków nie jest, dla nurka bez dużego doświadczenia, rzeczą prostą. A nawet dla bardzo doświadczonego nurka wykonanie w takich warunkach długiego przystanku dekompresyjnego nie jest łatwe, gdyż wymaga dużej koncentracji na utrzymaniu stałej głębokości. I tu dochodzimy do drugiej funkcji bojki dekompresyjnej. W jaki sposób może ona pomóc w utrzymaniu głębokości na przystanku? Przyjrzyjmy się bliżej, jak to urządzenie działa. Nurek rozpoczynając wynurzenie napełnia bojkę powietrzem z butli i pozwala jej wynurzyć się na powierzchnię. Bojka pozostaje przyczepiona do nurka linką, która swobodnie rozwija się z kołowrotka, bądź szpulki. Gdy bojka dotrze do powierzchni wody, nurek rozpoczyna wynurzanie, zwijając cały czas linkę tak, żeby była ona stale napięta, ustawiając bojkę w pozycji pionowej. Dzięki temu, że nurek jest przy pomocy bojki i linki w pewnym sensie "podwieszony" do powierzchni wody, może bez trudu utrzymać się na stałej głębokości przystanku, jeśli jego pływalność będzie lekko ujemna - zawiśnie w ten sposób na bojce.

Z zamieszczonego powyżej opisu "strzelania" bojki można wysnuć wniosek, że nie jest to trudna procedura. W rzeczywistości jednak trzeba w jej trakcie zwracać uwagę na bardzo wiele szczegółów - zostanie ona dokładnie opisana później.

Jaką bojkę wybrać?

Bojki dekompresyjne, ze względu na ich budowę dzielimy na dwa rodzaje - zamknięte i otwarte. Bojki zamknięte charakteryzują się tym, że napełnia się je przez zawór dodawczy, do którego podłącza się wężyk średniego ciśnienia, taki sam jak wężyk zasilający kamizelkę ratunkowo wypornościową. Powietrze wydostaje się z takiej bojki tylko przez zawór nadmiarowy, otwierany albo nadciśnieniem wewnątrz bojki, albo mechanicznym cięgłem. Ogromną zaletą takiego rozwiązania jest to, że nie ma możliwości, żeby powietrze samoczynnie wydostało się z bojki, powodując, że przestanie mieć wystarczającą pływalność dodatnią.

Niestety system zasilania takiej bojki nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem. Po pierwsze wymaga przykręcenia do pierwszego stopnia automatu dodatkowego wężyka. Używanie w celu napełnienia bojki wężyka zasilającego kamizelkę, lub suchy skafander nie jest wskazane, ponieważ odłączenie wężyka zasilającego urządzenie wypornościowe pozbawia nurka możliwości sprawnego skompensowania ewentualnej pływalności ujemnej (szybkie podpięcie wężyka nie jest sprawą prostą, zwłaszcza w sytuacji, gdy jedna ręka jest zajęta). Dodatkowy problem to długość wężyków od kamizelki czy suchego skafandra - przeważnie są one tak krótkie, że użycie ich do napełnienia bojki jest mocno utrudnione. Po drugie podłączenie wężyka średniego ciśnienia do wentyla bojki powoduje stały, dość szybki przepływ powietrza przez pierwszy stopień automatu, co w zimnej wodzie grozi jego zamrożeniem.

Bojki otwarte napełniane są przez otwór u dołu strumieniem powietrza z włożonego do otworu drugiego stopnia automatu. Napełnianie bojki odbywa się poprzez pulsacyjne naciskanie przycisku by-pass. Klasyczne bojki otwarte są bardzo niebezpieczne, gdyż działają tylko wtedy, kiedy przez cały czas utrzymują pionową pozycję na powierzchni wody. Wtedy powietrze uwięzione jest wewnątrz bojki, ponieważ otwór znajduje się poniżej lustra wody. Jednak jeśli bojka się przewróci (z powodu zbyt małego obciążenia, czyli dodatniej pływalności nurka, lub z powodu falowania, czy silnego podmuchu wiatru), istnieje bardzo duże ryzyko, że całe powietrze wydostanie się na zewnątrz i bojka, zamiast utrzymywać się na powierzchni, a nurka na głębokości przystanku, spadnie na niego, oplątując luźnymi zwojami linki...

Rozwiązaniem powyższego problemu jest zastosowanie w otworze bojki zaworu jednokierunkowego, zwanego kaczym dziobem. Jest to zwężający się do wnętrza bojki płaski rękaw, którego ściany są domykane nadciśnieniem panującym wewnątrz bojki. Warunkiem poprawności działania kaczego dzioba jest odpowiednio wysokie nadciśnienie wewnątrz bojki, dlatego używając takiego rozwiązania trzeba bardzo uważać, żeby odpowiednio ją napełnić przed wysłaniem na powierzchnię.

Kołowrotek czy szpulka?

W trakcie wynurzania nurek połączony jest z bojką przy pomocy linki, którą sukcesywnie zwija. Oczywiście przed wysłaniem bojki na powierzchnię ta linka powinna również być zwinięta - absolutnie nie pod postacią kłębka w kieszeni kamizelki, lecz na jakimś bębnie, z którego swobodnie może się rozwijać w trakcie lotu bojki ku powierzchni. Ten bęben może występować pod postacią prostej szpulki lub kołowrotka.

Szpulka, mimo że jest urządzeniem niezwykle prostym w swojej konstrukcji, nastręcza trochę więcej problemów podczas strzelania bojki, niż kołowrotek, paradoksalnie przez tę prostotę właśnie. Główny problem polega na tym, że nie bardzo jest co z nią zrobić - nie można jej do niczego przypiąć, trzymanie jej między palcami tak, żeby linka swobodnie się rozwijała nie jest łatwe, zwłaszcza, że ręce są zajęte bojką i źródłem powietrza do jej napełnienia. W zasadzie pozostają nam dwie możliwości - możemy dać szpulkę do potrzymania partnerowi (wcześniej uprzedzając go, że nie będzie łatwo ją utrzymać między palcami...), albo ją... wyrzucić. To nie jest żart (pod warunkiem, że przed wyrzuceniem szpulki będziemy pamiętać o podpięciu linki do bojki...). Jeśli wyrzucimy szpulkę, po przypięciu linki do bojki, to spowodujemy rozwijanie się linki pionowo pod nami. Po wypuszczeniu bojki linka będzie wraz z nią lecieć do góry, a szpulka zacznie do nas wracać. Żeby nie stracić z nią kontaktu, możemy trzymać linkę w uwięzi kółka zrobionego z palca wskazującego i kciuka. Jednak żeby takie strzelanie bojki zakończyło się powodzeniem, należy zwrócić uwagę na trzy bardzo istotne elementy, wszystkie związane z długością linki nawiniętej na szpulkę. Po pierwsze głębokość, z której strzelamy bojkę, nie może być większa niż długość linki nawiniętej na szpulkę - to oczywiste, gdyż w takim wypadku stracilibyśmy bojkę razem ze szpulką i linką. Po drugie odległość od dna powinna być większa niż długość linki - jeśli szpulka upadnie na dno, istnieje ryzyko, że o coś się zahaczy i bojka nie wynurzy się do powierzchni. I wreszcie trzecia sprawa - głębokość, z której strzelamy bojkę nie powinna być dużo mniejsza niż długość linki, ponieważ w takiej sytuacji szpulka nie wróci do nas, lecz zawiśnie gdzieś pod nami, na luźnej lince, którą trzeba będzie zebrać, zanim zaczniemy ją nawijać na szpulkę... Idealna głębokość do strzelania bojki ze szpulki równa jest długości linki na tę szpulkę nawiniętej. Ponieważ jednak bojka rzadko wynurza się dokładnie w pionie, dobrze jest zostawić dwa, trzy metry na ewentualny skos. Ponieważ głębokością optymalną do strzelania bojki jest 10 metrów (niedługo wyjaśni się, dlaczego), na szpulce powinno być 12 - 13 metrów linki. Skoro korzystanie ze szpulki nastręcza tylu problemów, to dlaczego w ogóle są one używane? Ze względu na rozmiary i ciężar - przy dzisiejszych cenach nadbagażu w większości linii lotniczych liczy się każdy gram...

Kołowrotek stwarza zdecydowanie mniej problemów - nie trzeba go oddawać partnerowi ani wyrzucać, ponieważ ma przeważnie uchwyt do trzymania, niektóre kołowrotki można też swobodnie powiesić na nadgarstku. Nie trzeba też przejmować się stosunkiem głębokości do długości linki (pod warunkiem, że głębokość strzelania bojki nie jest większa, niż długość linki... to jednak zdarza się niezwykle rzadko, gdyż kołowrotki mają bęben zdolny pomieścić przynajmniej 50 metrów linki). Jednak korzystając z kołowrotka trzeba uważać na kilka rzeczy, takich jak właściwe podpięcie bojki do linki nie do kołowrotka...) czy zwolnienie blokady bębna.

Strzelanie bojki

Poniżej przedstawiona jest procedura strzelania bojki, krok po kroku, ze zwróceniem szczególnej uwagi na najbardziej newralgiczne momenty.

  1. Zatrzymaj się na odpowiedniej głębokości, utrzymuj pływalność neutralną.To bardzo ważny moment. Nie zaleca się strzelania bojki z głębokości, na której będzie odbywał się przystanek, ponieważ w trakcie jej napełniania istnieje ryzyko niewielkiego wynurzenia się, co w przypadku przystanków dekompresyjnych nie jest wskazane. Lepiej jest całą operację przeprowadzić trochę głębiej i wynurzyć się na głębokość przystanku dopiero gdy bojka dotrze na powierzchnię.

  2. Wyciągnij bojkę i kołowrotek/szpulkę. Odpowiednie zamocowanie bojki i kołowrotka/szpulki jest rzeczą bardzo ważną. Istotne jest, żeby każdy z elementów znajdował się w łatwo dostępnym miejscu i żeby dało się odczepić go jedną ręką. Do mocowania bojki, kołowrotka, czy szpulki zdecydowanie lepiej nadają się karabinki tłokowe, niż karabinki alpinistyczne z blokadą. Jeśli używamy kołowrotka, lepiej jest najpierw odczepić kołowrotek i powiesić go na lewym nadgarstku i dopiero wtedy zająć się bojką. Pętla, przy pomocy której wieszamy kołowrotek na nadgarstku (lewym) powinna być na tyle elastyczna, żeby w sytuacji zablokowania się kołowrotka wystarczyło podnieść do góry rękę, aby pętla zsunęła się z nadgarstka - wynurzenie się bez bojki na pewno będzie zdrowsze niż niekontrolowane wynurzenie z dużą prędkością na zablokowanej lince, w ślad za mknącą ku powierzchni bojką. Jeśli używamy szpulki, lepiej jest wyjąć najpierw bojkę i dopiero potem szpulkę - ryzyko zgubienia wypuszczonej z ręki bojki jest mniesze, gdyż nie będzie ona tonąć tak szybko jak szpulka.

  3. Połącz bojkę z linką. Wykonując tę czynność, trzymaj już rozwiniętą bojkę w lewej dłoni - prawa będzie potrzebna do napełniania jej powietrzem. Łączenie bojki z linką wymaga szczególnej uwagi. Bardzo ważne jest, żeby nie podczepić bojki do szpulki, lub korpusu kołowrotka - niestety czasem się to zdarza...

  4. Sprawdź, czy linka swobodnie się rozwija. To znaczy, czy hamulec bębna w kołowrotku jest odblokowany. W przypadku szpulki oddaj ją partnerowi i sprawdź, czy właściwie ją trzyma, albo wyrzuć i sprawdź, czy opada swobodnie, rozwijając po drodze linkę.

  5. Ustaw bojkę w pozycji pionowej. Bojkę pionizuje się wpuszczając do niej niewielką objętość powietrza, na tyle małą, że nie spowoduje nadmiernej pływalności dodatniej. W zależności od typu bojki, robimy to albo wężykiem do tego przeznaczonym (bojka zamknięta), albo drugim stopniem automatu (bojka otwarta). Dlatego właśnie lepiej jest trzymać bojkę w lewej dłoni - prawa będzie trzymać automat. W przypadku bojki z kaczym dziobem w tym momencie sprawdzamy również, czy nie skleił się on - jeśli powietrze nie przedostaje się do wnętrza bojki, należy go udrożnić. Rewelacyjnie sprawdza się pogmeranie w nim palcem.

  6. Napełnij bojkę. Jeśli dobrze połączyliśmy bojkę z linką (nie z kołowrotkiem/szpulką), jest to kluczowy moment całej operacji. Bojkę należy napełnić na tyle szybko i sprawnie, żeby jej rosnąca objętość nie pociągnęła nas w górę, zanim skończymy i wypuścimy ja z ręki. Nie wolno jednak robić tego ciągłym strumieniem powietrza, gdyż grozi to zamrożeniem automatu. Konieczna jest pulsacyjna obsługa by-passu (bojka otwarta), lub układu wężyk - zawór (bojka zamknięta). Bardzo ważna jest też ilość powietrza, która zostanie wpuszczona do bojki przed jej puszczeniem. Chodzi o to, żeby na powierzchni wody była ona pełna i miała delikatne nadciśnienie w stosunku do ciśnienia atmosferycznego. Szczególnie ważne jest to w przypadku bojek z kaczym dziobem. Jednak należy pamiętać, że bojka ma być pełna na powierzchni, nie na głębokości, z której ją wystrzeliwujemy (bojki dekompresyjne mają objętość około 30 litrów - utrzymanie takiej siły ciągnącej w górę jedną ręką i panowanie nad pływalnością jest prawie niewykonalne). Z pomocą przychodzi nam prawo Boyle'a-Marriotta - powietrze wewnątrz bojki będzie się rozprężać w trakcie wynurzania, musimy tylko wiedzieć, jak bardzo się rozpręży. Jeśli całą operację przeprowadzamy na głębokości 5 metrów, wystarczy, ze napełnimy bojkę w dwóch/trzecich (plus jeszcze trochę, żeby stworzyć na powierzchni niewielkie nadciśnienie. Jeśli strzelamy bojkę z 10 metrów, do sukcesu wystarczy nam już tylko połowa jej objętości (plus niewielki nadmiar). Jak widać, im większa głębokość, tym łatwiej (utrzymanie w jednej dłoni 20 kilogramów będzie trudniejsze, niż utrzymanie 15 kilogramów). Dużą zaletą wspomnianych już 10 metrów jest fakt, że napełnienie bojki do połowy jest najłatwiejsze do zapamiętania i do wizualnej oceny. Bardzo ważne jest, by nie wypuścić bojki zbyt szybko z ręki - niedostatecznie napełniona nie będzie dobrze spełniać swojej funkcji. Dlatego też istotny jest pewny chwyt i gotowość na to, że podczas napełniania bojka będzie coraz mocniej "ciągnąć w górę". Musimy być od niej silniejsi, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Należy też uważać na rosnącą pływalność dodatnią, powodującą wynurzanie. Możemy temu przeciwdziałać przedłużonym wydechem podczas napełniania, oraz poziomą pozycją, która zwiększy opór hydrodynamiczny. Przydatna może też być pomocna dłoń partnera, która przytrzyma nas na stałej głębokości.

  7. Wypuść bojkę i kontroluj rozwijanie się linki. Gdy bojka jest już dostatecznie napełniona po prostu puszczamy ją i pozwalamy lecieć ku powierzchni. Nadal kontrola pływalności jest bardzo ważna - tym razem trzeba uważać, żeby nie opaść. Podczas gdy bojka frunie do góry, należy kontrolować, czy linka sprawnie rozwija się z kołowrotka. Jeśli kołowrotek się zatnie, albo linka splącze, nie wolno walczyć z tym problemem, nie ma na to czasu - trzeba od razu puścić kołowrotek i pozwolić pętli zsunąć się z nadgarstka. Tak samo jest w przypadku szpulki - jeśli linka nie chce się rozwinąć, zostawmy ją w spokoju.

  8. Wybierz luźną linkę i ustaw bojkę pionowo. Gdy bojka dotrze do powierzchni wody, należy wybrać maksymalnie linkę i minimalnie zredukować pływalność, żeby zawisnąć na bojce. Dzięki temu będzie ona "stać" na powierzchni wody.

  9. Czynność powtórzyć. No właśnie. We wcześniejszych rozdziałach pojawiał się układ "nurek - bojka" a nie "grupa nurków - bojka". Nie było to niedopatrzenie, ani zakamuflowane poparcie dla nurkowania solo, ale podkreślenie, że jedna bojka przeznaczona jest dla jednego nurka. Pamiętajmy, że jest to urządzenie, które ma pomagać nam w trakcie wynurzania i przystanków, również w sytuacji niezamierzonej utraty pływalności. Objętość bojki (około 30 litrów) jest wystarczająca, żeby utrzymać na zamierzonej głębokości nurka z pustą kamizelką, może być jednak za mała, żeby utrzymać więcej nurków - w sytuacji awaryjnej mogą oni wciągnąć jedną bojkę pod powierzchnię i zacząć się zanurzać. Dlatego każdy nurek w grupie powinien mieć własną bojkę (chociażby na wypadek oddzielenia się od grupy) i każdy powinien wystrzelić swoją bojkę podczas wynurzania. Nie powinno się to jednak odbywać jednocześnie - to najlepszy sposób na "rozjechanie się" grupy, bowiem operacja ta jest bardzo absorbująca. Nurkowie powinni strzelać bojki jeden po drugim, co dodatkowo zapewnia asekurację całej procedury przez partnera - co dwie pary oczu, to nie jedna i partner może bardzo pomóc, gdy mamy jakiś problem, który umknął naszej uwadze, lub brakuje nam trzeciej ręki do jego rozwiązania.

  10. Wynurz się do głębokości przystanku. Gdy wszystkie bojki są już na powierzchni, grupa może rozpocząć wynurzanie. Należy oczywiście kontrolować prędkość, redukować rosnącą pływalność i stale zwijać linkę, utrzymując jej napięcie, żeby bojka nie kładła się na wodzie. W trakcie wynurzania z bojką zalecane jest utrzymywanie lekko ujemnej pływalności, ale bez przesady - wisząc na bojce zbyt dużym ciężarem ryzykujemy, że pęknie linka lub nie wytrzyma któryś z elementów mechanicznych. Poza tym wciąganie się na małej dźwigience od kołowrotka jest bardzo ciężką pracą.

  11. Zatrzymaj się na głębokości przystanku. Należy pamiętać, że linka zawieszona pod bojką będącą na powierzchni wody ustali głębokość przystanku w stopniu wręcz idealnym, dlatego należy to wykorzystać, utrzymując pływalność lekko ujemną (ale bez przesady).

  12. Kontynuuj wynurzenie. W momencie, w którym wszyscy nurkowie w grupie zakończyli swoje przystanki, można rozpocząć wynurzenie do powierzchni, nadal zwijając linkę.

Czego nie wolno, czyli błędy częste i sporadyczne...

Ten rozdział dotyczyć będzie głównie dwóch "alternatywnych" sposobów napełniania bojki, niestety czasem spotykanych i bardzo niebezpiecznych. Zanim jednak do nich przejdziemy, krótkie przypomnienie elementów, na które należy zwrócić szczególną uwagę:

  • Nie wolno używać luźnej linki - ryzyko, że podczas podróży bojki na powierzchnię któryś z luźnych zwojów zaciśnie się na wystającym elemencie sprzętu (na przykład na inflatorze), lub nurka (ręka, noga... szyja...) i pociągnie go do góry jest jak najbardziej realne. Linka musi być nawinięta na bęben minimalizujący ryzyko jej splątania.

  • Nie wolno połączyć bojki z kołowrotkiem czy szpulką - wystrzelimy w ten sposób na powierzchnię wszystko razem. Bojkę należy połączyć z linką.

  • Nie wolno strzelać bojki bez sprawdzenia, czy linka swobodnie się rozwija - problemem jest tu przeważnie nieodblokowany hamulec kołowrotka. Przed napełnieniem bojki zawsze trzeba sprawdzić, czy bęben jest odblokowany.

  • Nie wolno pracującej bojki przypinać do siebie - ani w trakcie strzelania, ani wtedy, gdy bojka jest już na powierzchni nie wolno przypinać do siebie kołowrotka/szpulki. Jedyne, na co możemy sobie pozwolić, to luźna, elastyczna pętla na nadgarstku. Jeśli kołowrotek/szpulka będzie przypięty do nurka w trakcie strzelania bojki i linka się zatnie, to nurek wystrzeli się na powierzchnię razem z bojką. Może też zdarzyć się tak, że jacyś użytkownicy powierzchni wody, z sobie tylko znanych powodów postanowią sprawdzić, czy pod tą bojką nie ma przypadkiem czegoś ciekawego. Lepiej jest pozwolić im zadziwić się, dlaczego ktoś powiesił w jeziorze taki ładny kołowrotek, niż po zrobieniu im spokojnego i kulturalnego wykładu na temat bojek nurkowych, szukać najszybszego dostępnego transportu do Gdyni...

Dochodzimy teraz do obiecanych wcześniej "alternatywnych" sposobów napełniania bojki...

  • Nie wolno napełniać bojki powietrzem z kamizelki - można spotkać się z poglądem, że to bardzo wygodny i bezpieczny sposób napełniania bojki, ponieważ nie powoduje przyrostu pływalności całego układu. Jest to oczywiście prawda. Ale w momencie, gdy nurek puści bojkę, jego pływalność staje się nagle bardzo ujemna. Może to przysporzyć poważnych kłopotów. Drugim istotnym aspektem jest ilość powietrza w kamizelce. Prawidłowo wyważony nurek nie będzie miał w kamizelce 15 litrów powietrza na głębokości 10 metrów, więc nie napełni bojki w stopniu wystarczającym, żeby była pełna na powierzchni wody.

  • Nie wolno napełniać bojki powietrzem wydychanym z płuc - to również teoretycznie sposób zabezpieczający przed dużymi wahaniami pływalności, tym razem zarówno w trakcie napełniania bojki, jak i po jej puszczeniu. Ale tak napełniona bojka z całą pewnością na powierzchni będzie miała zbyt małą objętość. O skutecznym napełnieniu bojki w ten sposób na głębokości 10 metrów można w ogóle zapomnieć - żaden człowiek nie ma chyba takiej objętości płuc, żeby zrobić 15 litrowy wydech... Teoretycznie, zakładając, że wydech będzie miał objętość 3 litrów, możemy w ten sposób napełnić bojkę na głębokości... 90 metrów...

Bojki alarmowe

Bojki dekompresyjne mają bardzo charakterystyczny kolor - są jaskrawopomarańczowe (nazwijmy ten kolor pomarańczowym umownie, dobrze?). Gdy na powierzchni wody pojawia się pomarańczowe cygaro, jest to sygnał mówiący: "Dzień dobry, pod tą bojką są nurkowie, którzy zaraz będą się wynurzać. Bardzo proszą, żeby nie przejechać im po głowie i ewentualnie zabrać ich na pokład". Jednak jeśli na powierzchni wody pojawi się cygaro żółtego koloru, jego przesłanie jest zupełnie inne: "Dzień dobry, pod tą bojką są nurkowie, którzy bardzo proszą, żeby ktoś do nich przyszedł, ponieważ mają problem i potrzebują pomocy przy jego rozwiązaniu". Żółta bojka to tak zwana bojka alarmowa i służy wzywaniu pomocy. Bardzo często przyczepia się do niej tabliczkę z opisem zaistniałego problemu, na przykład prośbę o dostarczenie gazów potrzebnych do dokończenia dekompresji. Bojki alarmowe od bojek dekompresyjnych różnią się tylko kolorem - budowa i zasada działania jest taka sama.

Oto wnioski podsumowujące powyższy artykuł:

  • Bojka dekompresyjna jest urządzeniem bardzo przydatnym, wymagającym jednak umiejętności posługiwania się nim.
  • Każdy nurek powinien mieć przy sobie bojkę, szczególnie w morzu, jednak pod warunkiem, że umie się nią posłużyć.
  • Strzelanie bojki nie jest operacją prostą, więc zanim zacznie się jej używać w realnych warunkach, trzeba tę umiejętność opanować w trakcie ćwiczeń.
  • Najbardziej sensownym rozwiązaniem wydaje się być bojka otwarta z kaczym dziobem, gdyż nie wymaga dodatkowego wężyka.
  • Kołowrotek jest bardziej wszechstronnym i łatwiejszym w obsłudze urządzeniem, jednak w podróż lotniczą do egzotycznych mórz lepiej zabrać szpulkę.
  • Każdy nurek w grupie powinien mieć swoją bojkę. Nurkowie powinni strzelać swoje bojki pojedynczo, asekurowani przez partnerów.
  • Być może warto mieć również przy sobie bojkę alarmową...

Piotrek Gliszczyński, CN Nowa AMA