|
Innes Mc Cartney od dawna pragnął odnaleźć drugi co do wielkości wojenny grób morski w Kanale La Manche, będący jednocześnie jedynym dostępnym wrakiem niemieckiego rajdera z II Wojny Światowej. W końcu marzenie się spełniło...
W czasach, kiedy nurków trimiksowych w Wielkiej Brytanii można było policzyć na palcach dwóch rąk, rozpocząłem prace nad listą interesujących wraków, które stały się dostępne dzięki tej nowe technologii nurkowej. Skupiłem się na okrętach wojennych o szczególnym znaczeniu historycznym. Najbardziej znaczącym efektem tych poszukiwań było odnalezienie w 1998 roku wraka brytyjskiej łodzi podwodnej M1, jednak najważniejszy z mojej listy, HSK Komet, przez ponad dekadę pozostawał nieodkryty i jego poszukiwanie kosztowało mnie wiele wysiłku. Jednak odnalezienie go i przywrócenie na nurkową mapę było tego warte - jest to drugi co do wielkości wojenny grób morski w Kanale (zaraz po HMS Charybdis). |
 |
| |
Pozostałości tylnego masztu |
Komet był jednym z dziewięciu statków handlowych, które zostały wcielone do Kriegsmarine i przystosowane do działań wojennych w latach 1940 - 41. Ich celem było pójście w ślady rajderów (krążowników pomocniczych) Cesarskiej Floty Niemieckiej, które odnosiły ogromne sukcesy podczas I Wojny Światowej. Ich kapitanowie, między innymi Moewe i Seeadler, swoimi korsarskimi wyczynami zyskali światowy rozgłos. Idea rajderów była bardzo prosta, polegała na przekształceniu statków handlowych w potężne okręty wojenne, wyglądające jak niewinne frachtowce. Pod przebraniem zwykłego statku kryło się uzbrojenie godne krążownika. Ich zadanie polegało na zatopieniu z zaskoczenia jak największej ilości statków handlowych przeciwnika, unikając jednocześnie spotkania z jego okrętami wojennymi. Rajdery prowadziły swoje korsarskie działania w latach 1941 - 43, głównie na Pacyfiku i Południowym Atlantyku a łączny tonaż zatopionych przez nie alianckich statków znacznie przekroczył 800 000 ton, były więc bronią równie groźną, jak U-booty. Jednak w przeciwieństwie do Enigmy, używanej przez U-booty, szyfr, którym posługiwały się rajdery nigdy nie został przez Aliantów złamany. Dlatego też ich zniszczenie kosztowało Aliantów sporo wysiłku - koszty eliminacji rajderów przekroczyły znacznie spowodowane przez nie straty. Zatopiono siedem z dziewięciu rajderów. Dwa, które zdobyto nie nadawały się do dalszego użytku, więc zostały zezłomowane, tak więc wojny nie przetrwał żaden z tych interesujących statków. Z siedmiu zatopionych wszystkie leżą w bardzo głębokich wodach, lub zostały wydobyte i również zezłomowane. Jedynym wyjątkiem jest Komet.
 Zdjęcie Kometa zrobione przed wojną
Zanim HSK Komet został zatopiony w Kanale, miał już na koncie bardzo udany rajd po Pacyfiku. Ten pierwszy patrol trwał 512 dni i kosztował Aliantów 42 000 ton ładunku. Warto wspomnieć, że w momencie, w którym Komet wyruszał na łowy Związek Radziecki był jeszcze sojusznikiem III Rzeszy, dzięki czemu mógł udać się na Pacyfik bardzo nietypową trasą, przez północne pola lodowe, dookoła Syberii, eskortowany przez radzieckie lodołamacze. Ten rzadki wyczyn zapewnił mu miejsce w historii nawigacji po dziś dzień. Niestety powtórzenie tego sukcesu nie było już możliwe.
Ponieważ w czasie, gdy Komet przygotowywał się do swojego drugiego rejsu Związek Radziecki był już wrogiem a nie sojusznikiem, statek musiał przebić się na Południowy Atlantyk przez Kanał La Manche. W drugiej połowie 1942 roku Royal Navy szybko rosła w siłę, coraz śmielej przechodząc do działań ofensywnych, nawet po francuskiej stronie Kanału. Co prawda szyfr używany przez niemieckie rajdery pozostawał niezłamany, jednak inne przechwycone przez Aliantów transmisje radiowe pozwoliły wywnioskować, że w dół Kanału będzie próbował prześliznąć się duży okręt wojenny.
Tak więc 13 października 1942 roku ruszyła Operacja Bowery, której celem było wytropienie i zniszczenie tego okrętu. Komet został zauważony przez samolot Swordfish, gdy przepływał przez Zatokę Sekwańską. Royal Navy wysłała w pościg za nim 10 niszczycieli i flotyllę kutrów torpedowych. Konwój eskortujący Kometa został przechwycony tuż po pierwszej w nocy 14 października, w pobliżu przylądka Le Hague przez grupę okrętów, w skład której wchodziły niszczyciele HMS Cottesmore, Albrighton, Quorn, Eskdale i Glaisdale, oraz kuter torpedowy MTB 236. Po błyskawicznym ataku Komet eksplodował i zatonął z całą, liczącą 351 marynarzy, załogą. Laur zwycięzcy przypadł porucznikowi Draysonowi, dowódcy kutra MTB 236. Był to jego debiut, jako kapitana okrętu i postanowił odłączyć się od swojej flotylli (wielki nietakt) i na własną rękę popłynął do przylądka Le Hague. Wśród szalejącej wymiany ognia dostrzegł Kometa i wystrzelił w jego kierunku torpedy, zaliczając przynajmniej jedno trafienie. Za tę akcję został odznaczony Krzyżem za Wybitną Służbę (Distinguished Service Cross).
Siła eksplozji, która rozerwała Kometa była wręcz niewyobrażalna - ognista kula widoczna była na odległych o 20 mil Wyspach Normandzkich, a płomienie wystrzeliły w niebo na wysokość ponad 300 metrów. Przyczyny tej wielkiej eksplozji do dziś pozostają niejasne. Według raportów z okrętów eskortujących Kometa wynika, ze to raczej ostrzał artyleryjski a nie torpedy przyczyniły się do zatopienia okrętu. Pewne jest to, że coś spowodowało wybuch, który praktycznie rozerwał okręt na kawałki. Wyruszając na długi patrol Komet zaopatrzony był zapewne w paliwo do swojego hydroplanu, amunicję do dział pokładowych, torpedy i miny. Ponieważ nie miał on pancernej konstrukcji okrętu wojennego, był wrażliwy na penetrację ładowni przez nieprzyjacielskie pociski.
Jedynym sposobem, by dowiedzieć się, co naprawdę przytrafiło się Kometowi, było zanurkowanie na jego wraku. Jednak gdy w 1997 roku zacząłem jego poszukiwania, stało się jasne że nikt nie wie, gdzie on leży. Było to bardzo dziwne, gdyż Kanał jest bardzo dobrze poznany i mocno "obnurkowany". Większość dużych wraków jest przynajmniej naniesiona na mapy, nawet jeśli nikt na nich jeszcze nie nurkował. Co więcej, pozycja na której zatonął, podawana w raportach Admiralicji, wskazywała, że powinien znajdować się na głębokości około 50 metrów, czyli w zakresie pozwalającym na nurkowanie z użyciem powietrza. Wszystko wskazywało na to, że nie ma sensu zabierać się za poszukiwanie wraka, dopóki nie zdobędę bardziej ścisłych informacji. |
 |
| |
Nurkowie badają poskręcane elementy sekcji dziobowej |
Kiedy w 2005 roku przekopywałem się przez Archiwa Publiczne, trafiłem na relacje naocznych świadków tej bitwy, z których wynikało, że wrak leży dużo bliżej brzegu, niż pozycja podana przez Admiralicję. Był to dobry punkt zaczepienia. W tym samym czasie zwierzyłem się ze swojego zainteresowania Kometem Richardowi Keenowi z wyspy Guernsey, będącemu jednocześnie nurkiem i historykiem specjalizującym się we wrakach. Informacje uzyskane od niego oraz od miejscowych rybaków, w połączeniu ze znajomością przebiegu bitwy dały mi szanse na przyszpilenie tego wraka.
W 2006 roku wynająłem Maureen, sławną łódź nurkową z Dartmouth, prowadzoną przez równie sławną rodzinę Rowleyów. Zespół nurkowy składał się z doświadczonych, głodnych nowych wyzwań ludzi, z którymi przez kilka lat obyłem już kilka wypraw. Zdawałem sobie sprawę, że skoro do tej pory nurkowie nie natrafili na Kometa, jest tylko jedno dobre wytłumaczenie - pływy. Wspaniałe pływy dookoła przylądka Le Hague cieszą się złą sławą i bardzo trudno przewidzieć okresy spokojnej wody. Komu chciałby się nurkować w takich warunkach, bez naprawdę dobrego powodu? Kiedy Maureen dopłynęła na miejsce, oszacowanie okresów spokojnej wody zajęło nam 24 godziny. W czasie najlepszego w 2006 roku pływu kwadraturowego był tylko jeden okres spokojnej wody w ciągu doby i trwał niecałe 15 minut! Zaplanowanie nurkowania na głębokość 57 - 60 metrów w takich warunkach wymaga dużego doświadczenia i precyzji. |
 |
| |
Kurtyna otworu strzelniczego i współczesne śmieci naniesione przez pływy |
Słoneczne i bezwietrzne lipcowe popołudnie - zanurzamy się w zielone, ale przejrzyste wody Kanału, dokładnie nad wrakiem. Widać wyraźnie, że leży stępką do góry, pierwsze rzucające się w oczy szczegóły to śruba i ster. Po wylądowaniu na kilu popłynąłem w dół prawej burty i od razu uderzyły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze od razu widać, że to dziewiczy wrak - wszędzie dookoła leży mnóstwo luźnych elementów wyposażenia. To dziwny widok, nawet na francuskich wodach, gdzie zbieranie pamiątek z wraków jest zakazane. Druga rzecz to brak jakichkolwiek organicznych narośli na wraku, żadnych farfocli, nic... Oczywiście powodem są dzikie, szalejące pływy, które po prostu bezustannie polerują każdą powierzchnię. Podróż wzdłuż burty wraka stopniowo odsłaniała coraz więcej szczegółów pozwalających na jego identyfikację. Z wyglądu przypomina zwykły frachtowiec, lecz pośród szczątków zaścielających morskie dno leżą łuski od wystrzelonych pocisków kalibru 155 mm - takie działa miał Komet i były one rzadkością w Kriegsmarine. Płynąc dalej w stronę dziobu natrafiamy na ogromną wyrwę w kadłubie, w miejscu, gdzie spodziewaliśmy się śródokręcia. To dało nam pojęcie o rozmiarach tej katastrofy. Wracając z moim partnerem, Gregiem Marshallem w stronę rufy, natknęliśmy się na główne działo rufowe, wystające spod kadłuba. Szybki pomiar kalibru działa potwierdził moje przypuszczenia. Przez cały czas mieliśmy włączoną kamerę i rejestrowaliśmy wszystko, co zauważyliśmy. Płynąc dalej w kierunku rufy wypatrzyliśmy jeszcze działko przeciwlotnicze, dokładnie w miejscu, w którym było zainstalowane na Komecie. |
 |
| |
Łuska kalibru 155 mm znaleziona w rumowisku na rufie |
Czas nurkowania zbliżał się do końca w mgnieniu oka. Zaczynał się odpływ, więc musieliśmy wracać do opustówki i odbyć długą dekompresję dryfując w jego silnym prądzie. Gdy wróciliśmy na pokład Maureen, popłynęliśmy z powrotem na pozycję nad wrakiem i obejrzeliśmy go na sonarze. Był zdecydowanie za krótki, jak na Kometa, ale wiedzieliśmy już, że nie jest to całość okrętu. Podczas gdy nadszedł czas posiłku i rzuciliśmy się na przepyszne jedzenie, łódź zdryfowała nad coś, co uznaliśmy za drugą połowę wraka! Tego nie było na żadnej mapie. Wieczorem zajęliśmy się przeglądaniem filmów, które nakręciłem ja i Mark Callaghan. Aż podskoczyłem z wrażenia, gdy okazało się, że nad działem, które znaleźliśmy była przesuwana kurtyna, służąca do ukrywania go. To oznaczało, że ten wrak to z pewnością Komet. Była to wielka chwila i za razem ulga, że wreszcie udało się go odnaleźć. Niestety nie mogliśmy dłużej pozostać na francuskich wodach. Tak więc w 2007 roku wynająłem ponownie Maureen i powróciliśmy w to miejsce by dokładnie zbadać wrak.
W międzyczasie wiadomość o odnalezieniu Kometa zaczęła krążyć i jak to bywa w takich sytuacjach, pojawiło się wiele nowych informacji o okręcie. Przez cztery dni nurkowaliśmy na obu połówkach wraka i udało nam się bardzo dobrze go poznać. Sekcja rufowa ma około 50 metrów długości, leży stępką do góry i jest przechylona na lewą burtę. Wyrwa znajduje się w rejonie, w którym powinien być mostek i jest prawie idealnie czysta - na dnie leży bardzo niewiele szczątków. Dziób leży około 300 metrów na wschód i wygląda zupełnie inaczej. Również jest odwrócony stępką do góry, ale o wiele bardziej zniszczony, niż rufa. Rozeznanie się w tej plątaninie stalowych szczątków zajęło całe dwa nurkowania. Gdy znalazłem dwa dziobowe działka przeciwlotnicze, zdziwiłem się, że pokład znajduje się zarówno pod, jak i nad nimi. Podążyłem za linią pokładu i zrozumiałem, że siła eksplozji, która zatopiła statek, wywinęła pokład śródokręcia na lewą stronę, tak że przykrył on sekcję dziobową. Przednia część wraka jest zdecydowanie mniejsza od rufowej, liczy zaledwie 20 metrów, co oznacza, że ponad 40 metrów śródokręcia zupełnie zniknęło! Aby to potwierdzić Mark i Greg rozciągnęli poręczówkę od dziobu do rufy i na dnie pomiędzy dwiema częściami wraka znaleźli trochę luźnych i rozpoznawalnych elementów wyposażenie statku. Tak więc faktycznie śródokręcie Kometa rozleciało się na drobne kawałki. |
 |
| |
Działo 155 mm znalezione w sekcji rufowej |
To odkrycie samo w sobie było niezwykłe. Widziałem wcześniej wraki okrętów wysadzonych w powietrze na Jutlandii, statki, które ucierpiały w skutek katastrofalnych eksplozji, ale żaden z nich nie był aż tak zniszczony. Ale to były okręty wojenne, natomiast Komet był zwykłym statkiem handlowym, uzbrojonym jak krążownik, pozbawionym jednak pancernej konstrukcji okrętu wojennego.
Największą nagrodą zamknięcia sprawy Kometa było odnalezienie miejsca wiecznego spoczynku 351 marynarzy, którzy zginęli tej strasznej nocy w 1942 roku. Jako jedyny na świecie przykład niemieckiego rajdera, ten wrak jest miejscem rzadkim, ważnym i ekscytującym. Ponieważ leży na wodach francuskich, inaczej niż wraki Jutlandii, ten wielki grób morski chroniony jest przed rozgrabianiem jego szczątków przez kolekcjonerów artefaktów. Na początku tego roku miałem okazję, by opowiedzieć historię Kometa w Niemczech, które są domem jego i jego załogi.
Nurkami, którzy wzięli udział w odnalezieniu Kometa byli Phil Grigg, Robert Van Der Meer, Sarah Jepson, John Cobb, Jim McCinnes, Patricia McCartney, Mark Callaghan, Greg "Badger" Marshall i Paul Webster.
Tekst: Innes McCartney
Tłumaczenie: Piotrek Gliszczyński, Nowa AMA
|
|