Nurkowanie z CN Nowa AMA

Nurkowanie - wyprawy, kursy, oferty, promocje.
Bezpłatny biuletyn informacyjny.
Premumerata biuletynu
 
archiwum i regulamin prenumeraty biuletynu nurkowego
Migawki z ginącego świata

Paul Walden dołącza do Justina Gilligana i człowieka z ogromną kamerą, żeby udokumentować ostatnie bastiony prawdziwej dzikiej przyrody - wyspę Raine i Wielkie Rafy Zewnętrzne.

Pomimo wysiłków wkładanych w ochronę środowiska, dzisiejsi nurkowie mogą okazać się ostatnimi, którzy mają sposobność oglądać "na żywo" najbardziej fascynujące stworzenia naszego świata. Jak powiedział fotograf i filmowiec, Pawel Achtel, "coraz częściej spotkanie z rzadkim zwierzęciem przypomina pożegnanie". Dla naszych dzieci pozostaną już tylko nasze nagrania. Spotkałem się z Pawelem i moim fotografem, biologiem morskim Justinem Gilliganem w Cairns - mieście będącym turystyczną Mekką tropików. Pawel wynajął jacht Kalinda z Townsville, aby udać się w daleką filmową podróż na północ. Ta łódź, dowodzona przez oceanografa Dave'a Stewarda, specjalizuje się w wyprawach nurkowych w dalekie, rzadko odwiedzane rejony Wielkiej Rafy. Również na naszą wyprawę Pawel zaprosił kilku "płacących" pasażerów.
Bezimienna podwodna wyspa, prawdopodobnie po raz pierwszy oglądana przez ludzi
  Bezimienna podwodna wyspa,
prawdopodobnie po raz pierwszy
oglądana przez ludzi

Opuściliśmy wypoczynkowe kurorty o świcie, mając w perspektywie dwa tygodnie z dala od cywilizacji. Wyspa Raine i Wielkie Rafy Zewnętrzne leżą naprawdę daleko. Prawdę mówiąc większość tego rejonu nie jest nawet naniesiona na mapy. Oficjalnie rafy te są częścią Wielkiej Rafy Barierowej, jednak z ekologicznego punktu widzenia są czymś więcej. Położone są poza szelfem kontynentalnym, gdzie wody z nieogarnionych głębi oceanu łączą się z relatywnie płytkimi wodami Wielkiej Rafy, dzięki czemu ten system raf jest domem nie tylko dla przybrzeżnej fauny, charakterystycznej dla Wielkiej Rafy, ale również dla wielu gatunków pelagicznych, występujących zwykle w atolach Morza Koralowego. Naukowcy wciąż spekulują, co jest powodem powstania tego wyjątkowego ekosystemu. Jakikolwiek by on nie był, jego skutkiem dla nas są wyjątkowe nurkowania.

Ważąć średnio po 150 kg, samice zielonych żółwi są równie nieporadne na lądzie, jak swobodne pod wodą
Ważąc średnio po 150 kg,
samice zielonych żółwi
są równie nieporadne na lądzie,
jak swobodne pod wodą
Naszym pierwszym celem jest wyspa Stapleton, gdzie Pawel ma zamiar fotografować żerujące zielone żółwie. Rejs na północ trwa kilka dni, podczas których rebreather Pawela wciąż czeka w gotowości na pokładzie nurkowym, tak na wszelki wypadek. W tych wodach może zdarzyć się wszystko, na przykład ostatnio wielka hiszpańska makrela wyskoczyła z oceanu i wylądowała 3,5 metra wyżej na kanapie naszej łodzi. Przed czym uciekała? Na wyspę dotarliśmy w porze idealnej na wczesne, poranne nurkowanie. Sprzęt nurkowy Pawela przywodzi na myśl pytanie, czy przypadkiem nie jesteśmy na wojnie. Jego tlenowy aparat o obiegu zamkniętym to imponujące urządzenie, prosto z magazynów wojskowych jednostek specjalnych. Jest czarny, pokryty maskującym kamuflażem i emituje echo akustyczne mniejsze niż ryba - jest to bardzo przydatne podczas filmowania nieśmiałych zwierząt. Oczywiście niedogodnością podczas używania tego zestawu, wynikającą z toksyczności tlenu pod ciśnieniem, jest ograniczenie głębokości nurkowania do 6 metrów. Używany przez Pawela sprzęt filmowy jest równie imponujący. Wewnątrz własnej konstrukcji obudowy ze stali nierdzewnej i tytanu kryje się najwyższej klasy kamera filmowa - Sony HDCAM. Po bokach obudowy, na długich ramionach, zamontowane są potężne halogeny, a wszystko razem, dla zapewnienia absolutnej kontroli, wyposażone jest we własne źródło wyporu. Stojąc przed taką kamerą człowiek od razu czuje się sławny.
Kinowa kamera pozwala Pawelowi uzyskać maksymalną jakość materiału
Kinowa kamera pozwala Pawelowi
uzyskać maksymalną jakość materiału

Jednak żółwie wcale nie paliły się do podziwiania ekwipunku Pawela. Z pokładu widzieliśmy ich mnóstwo, jednak gdy tylko znaleźliśmy się w wodzie, wszystkie znikły. Trwa właśnie ich okres godowy, prawdziwa bonanza dla drapieżników i z punktu widzenia żółwi wszystkie duże i masywne stworzenia mogą być żarłaczami tygrysimi dumającymi o lunchu. Żółwie szczególnie czujne są na płyciznach, gdzie mają mniejsze pole do manewru, co powoduje, że filmowanie ich okazuje się trudniejsze, niż przypuszczaliśmy. Pozostaje nam mieć nadzieję, że więcej szczęścia będziemy mieć na wyspie Raine, gdzie żółwie zwykle odpoczywają na półkach ponad ścianami rafy.

Następnym naszym przystankiem jest niewielka piaszczysta wysepka, gdzie schodzimy na ląd, żeby Pawel mógł zrobić zdjęcia zachodu słońca. Wydmy pełne są brązowych głuptaków i czarnych rybitw. Wpatrując się w nas uważnie pozwalały podejść do siebie bardzo blisko. Ich całkowity brak lęku przed nami świadczy o tym, jak rzadkie są ich spotkania z człowiekiem. A to z kolei ukazuje jedno z największych wyzwań ochrony przyrody - skąd ludzie mają wiedzieć, że należy dbać o środowisko, skoro nigdy go nie widzieli? Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal... Ten problem dotyczy szczególnie podwodnego świata, który na własne oczy ogląda zdecydowana mniejszość ludzkości. Rafa koralowa umiera ponad dwa razy szybciej, niż lasy deszczowe. Rozwiązaniem tego problemu jest, oczywiście, edukacja poprzez środki masowego przekazu i Pawel chce włączyć się w nią pokazując światu pełnometrażowy, kinowy film dokumentalny o podwodnym życiu Australii. Ma on nadzieję, że wywoła swoim dziełem taki sam efekt, jak Jean-Michael Cousteau, którego film o Hawajach zaowocował powstaniem największego na świecie podwodnego parku narodowego. Podczas gdy słońce zachodziło nad rojną kolonią morskich ptaków, dołączył do swojego projektu kolejne tysiące klatek.
Zachód słońca na ptasiej wysepce
  Zachód słońca na ptasiej wysepce
Rekin brodaty pozuje bez żadnej tremy
Rekin brodaty pozuje bez żadnej tremy
Podczas długiego rejsu w stronę wyspy Raine, cieszymy się jednym pięknym nurkowaniem za drugim. Rafy tworzą tu strome, pionowe ściany, pokryte miękkimi i twardymi koralowcami, gorgoniami i gąbkami. Towarzyszy nam ogromna różnorodność ryb, dużych i małych. Widoczność pod wodą z reguły waha się pomiędzy 30 a 60 metrów, jednak ponieważ niedawno przeszedł tędy cyklon, w niektórych miejscach musimy zadowolić się zaledwie 20 metrami. Podczas wielu nurkowań towarzyszą nam zaskakujące ilości młodych rekinów rafowych, szarych oraz biało i srebrnopłetwych. Czasem też pojawiają się ich rodzice, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku i wracają do patrolowania krawędzi rafy. Częste pojawianie się rekinów przypomina nam, że Morze Koralowe jest jedną z ostatnich, niestety, na świecie ostoi tych ryb. Podczas tej podróży naliczyliśmy ich 7 gatunków. Pływając leniwie nad krawędziami raf nabraliśmy zwyczaju spoglądania często w błękitną toń. Wiele naszych miejsc nurkowych usytuowanych jest nad otchłaniami sięgającymi 600 i więcej metrów i nigdy nie wiadomo, co się z nich wyłoni. Pomyślałem o tym, kiedy na rafie Tijou przemknął nagle obok wielki tuńczyk. Do spółki z rekinami, barakudami i hiszpańskimi makrelami, te srebrzyste strały trzymają wszystkie małe rafowe rybki w szachu. To niezwykle aktywny ekosystem, pole nieustającej walki o przeżycie.
Dzięki silnym prądom, na stromych ścianach Wielkich Raf Zewnętrznych podziwiać możemy imponujące gorgonie
Dzięki silnym prądom, na stromych ścianach Wielkich Raf Zewnętrznych podziwiać możemy imponujące gorgonie

Jednakże nie tylko ekologia dostarczała nam przeżyć. Przemierzaliśmy również wody Zatoki Wraków, gdzie w XVIII i XIX wieku zatonęło przynajmniej 21 statków. Tylko 3 udało się zlokalizować. Jednym z nich był HMS Pandora, okręt wysłany z Anglii, aby schwytać buntowników z HMS Bounty. Pandora zatonęła na północ od wyspy Raine w 1791 roku z więźniami na pokładzie. Cumując przy jakiejś bezimiennej podwodnej wysepce mogliśmy na własnej skórze poznać uczucia samotnego rozbitka. Dookoła widać było tylko bezkres oceanu i turkusową plamkę wyspy pod powierzchnią, Przez całe dnie na horyzoncie nie pokazał się żaden statek, na niebie nie było żadnych ptaków. Byliśmy kompletnie sami.

To niezwykła sytuacja - na powierzchni ocean jest bezkresną pustynią, poniżej tętniącym życiem rajskim ogrodem. Wyspa, niczym bajkowa wierza wyrasta z dna, położonego na głębokości ponad 120 metrów, a jej ściany porośnięte są miękkimi koralowcami, gorgoniami i gąbkami, gdzieniegdzie, niczym okna otwierają się wyloty jaskiń. A z tych okien wyglądają ciekawie ich kolorowi mieszkańcy. I dla każdej przybyłej formy życia znajdzie się trochę miejsca. To właśnie takie miejsca naukowcy nazywają punktami zapalnymi - obszary o niezwykłej różnorodności biologicznej. Te rafy znajdują się w pobliżu sławnego Koralowego Trójkąta, obszaru, na którym żyje najwięcej gatunków koralowców na świecie. Ponieważ szczyt naszej wyspy znajduje się 16 metrów pod powierzchnią morza, nie ma jej na żadnych mapach morskich i gdyby nie wielkie doświadczenie załogi Kaliny nigdy byśmy jej nie zauważyli. Prawdopodobnie nikt wcześniej tu nie nurkował. Można to poznać po czystości i bujności rafy, oraz po sposobie, w jaki patrzyły na nas rekiny. Tu jest prawdziwa dzika przyroda
Żywiąc się przeważnie ślimakami, mięczakami i skorupiakami, rekin brodaty jest niegroźnym stworzeniem, często spotykanym na piaszczystym dnie
  Żywiąc się przeważnie ślimakami,
mięczakami i skorupiakami, rekin
brodaty jest niegroźnym stworzeniem,
często spotykanym na piaszczystym dnie

Ze względu na swoje odległe położenie i zwykle paskudną pogodę, wyspa Raine i Wielkie Rafy Zewnętrzne odwiedzane są regularnie tylko przez dwie turystyczne łodzie i to zaledwie przez kilka tygodni w roku. To sprawia, że nurkowania tu są zupełnie inne, niż w bardziej popularnych miejscach na południu. Jak bardzo inne, przekonaliśmy się dokładnie na rafie Mantis. Pawel, Justyn i ja właśnie zaczęliśmy nurkowanie, kiedy Pawel zorientował się, że wyczerpały się akumulatory w jego kamerze i wynurzył się. Zostaliśmy tylko my dwaj i ocean, przez najbliższe 30 minut nie pojawią się w wodzie żadni nurkowie. Dryfowaliśmy wzdłuż krawędzi sciany, co i rusz przepływały zaciekawione rekiny. Minęliśmy szkółkę barakud, miękkie koralowce i gąbki znaczyły ścianę rafy kolorowymi plamami. Z rozpadlin wypływały strzępiele, podczas gdy antiasy oblepiały swoje koralowe domostwa. Było to normalne, przepiekne nurkowanie, jednak coś wydawało się być nie w porządku. Ciemny kształt majaczący na skraju pola widzenia. Byliśmy śledzeni.

Nagle ten cień przeistoczył się w wielkiego żarłacza białobrzegiego, który zaczął okazywać nam coś więcej, niż zainteresowanie. Przepływał koło nas w tę i z powrotem. Z początku nie przejmowałem się tym za bardzo, jednak kiedy Justyn pokazał mi, żebym trzymał się blisko, zrozumiałem, że mamy kłopoty. Kiedy rekin poczynał sobie coraz odważniej, w końcu zdjąłem z pleców swój sprzęt i trzymałem go przed sobą jak taran. Sytuacja zrobiła się napięta - nigdy nie wiadomo, kiedy rekin postanowi ugryźć. Ku naszej uldze rekin oddalił się po chwili. Doszliśmy do wniosku, że powrócił w głębiny i wynurzyliśmy się odrobinę, by kontynuować nurkowanie. I wtedy żarłacz powrócił, zachowując się coraz bardziej niepokojąco. Rekiny nie powinny zachowywać się w taki sposób. Powinny pokazywać swoje piękno i ostrożnie oddalać się, gdy nurek podpływa bliżej, by zrobić im zdjęcie. Nie powinny traktować nas tak, jakbyśmy byli elementem łańcucha pokarmowego. Mój sprzęt znów zniknął z moich pleców, wzbudziłem też obydwa moje zapasowe automaty, ale nie zrobiło to na rekinie większego wrażenia. Pora się zbierać. Dosłownie przykleiliśmy się do ściany rafy i ostatnie 8 metrów do płycizny nad krawędzią rafy pokonaliśmy niemalże wspinając się po niej. Wynurzyliśmy się kilkaset metrów od Kaliny i nie pozostało nam nic innego, jak napompować nasze bojki i czekać w nadziei, że rekin pozostanie przy ścianie. Na szczęście pozostał. To spotkanie z dziką przyrodą było dla nas wystarczająco dzikie.
Rekin białopłetwy przerywa swój patrol, żeby przyjrzeć się nurkom
  Rekin białopłetwy przerywa swój patrol, żeby przyjrzeć się nurkom
Spośród wszystkich przepięknych i ekscytujących miejsc nurkowych, które odwiedziliśmy płynąc na północ, wyspa Raine trwale wryła się w naszą pamięć. Ta piaszczysta wysepka największą znaną na świecie wylęgarnią zagrożonych wyginięciem zielonych żółwi morskich. W trakcie sezonu lęgowego (od listopada do końca stycznia) zdarzają się noce, podczas których na ląd wychodzi tu od 14 do 22 tysięcy samic. Jest to również najważniejsze ptasie sanktuarium w obrębie Parku Narodowego Wielkiej Rafy Barierowej. Zarejestrowano tu 84 gatunki, spośród których 16 ma na wyspie swoje gniazda. Nad wyspą króluje zabytkowa latarnia morska, zbudowana w 1844 roku. Zbliżając się do wyspy wraz ze świtem, przez lornetkę widzimy latarnię otoczoną przez chmurę morskich ptaków, muśniętych złotem przez promienie wschodzącego słońca. Do wyspy eskortuje nas stadko delfinów butlonosych, oraz fregaty i głuptaki, zaglądające do sterówki w przerwach między nurkowaniem w ławicę małych ryb. Naprawdę wspaniałe powitanie.

Para butlonosów surfuje po fali dziobowej opodal wyspy Raine
  Para butlonosów
surfuje po fali
dziobowej opodal
wyspy Raine
We wczesnych latach dziewięćdziesiątych XIX stulecia wydobywano na wyspie dziesiątki tysięcy ton guana. Przygotowując się do nurkowania po zawietrznej stronie wyspy możemy stanowczo stwierdzić, że odkąd zaprzestano wydobycia, jego zapasy powróciły do stanu pierwotnego. Dziś wyspa Raine cieszy się pełną ochroną dzięki statusowi rezerwatu morskiego. Gdy tylko zanurzyliśmy się pod powierzchnię, od razu napotkaliśmy kilka ogromnych zielonych żółwi. Jeden z nich stracił spory kawałek przedniej nogi - tutejsza kolonia żółwi ma lojalnych wielbicieli wśród żarłaczy tygrysich. Analizując dane z nadajników GPS podczepionych do niektórych z żarłaczy można jasno stwierdzić, że krążą one stale wokół wyspy. Z pewnością wycieńczone kopaniem i składaniem jaj żółwie są dla nich łatwym łupem.
Pawel poszukuje żółwi u wybrzeży piaszczystej wysepki
  Pawel poszukuje żółwi u wybrzeży piaszczystej wysepki
Topografia podwodnej części wyspy jest bardzo zróżnicowana, od tarasów opadających coraz niżej, do stromych ścian znikających w głębinach. Rafa nieustannie patrolowana jest przez liczne rekiny i żarłacze, olbrzymie papugoryby pracowicie przerabiają twarde koralowce na przyszłe piaszczyste plaże, wielki orleń rozpostarł swoje skrzydła, niczym dywanik na morskim dnie. Z rozpadliny w rafie wychynął rekin epoletowy, a wielki rekin wąsaty wynurzył się z jaskini i leniwie odpłynął w toń, gdzie gigantyczna meduza oceaniczna zawisła niczym UFO. Bardzo żywotna menażeria.

Po całym dniu nurkowania na wyspie Raine kierujemy się z powrotem w stronę Cairns. Pawel zamierza zrobić trochę zdjęć żółwi składających jaja na wysepce Sandbank 7. Ta wysepka stanowi ścisły rezerwat i tylko wybrani naukowcy i filmowcy mają zezwolenie na schodzenie na ląd, co daje nam duże możliwości. Przybywamy na miejsce po południu i jeszcze z pokładu widzimy wyraźnie coś, co przypomina ślady czołgów biegnące z morza w głąb plaży. To oznacza, że okres lęgowy jest w pełni. Wypakowując na brzeg nasz sprzęt fotograficzny i filmowy zauważamy doczesne szczątki kilku żółwi. Pośród diun bieleją kości i skorupy. Kopanie w piasku i składanie jaj to dla żółwi morderczy wysiłek - badania prowadzone na wyspie Raine wykazały, że około 5% samic ginie w jego trakcie. Wychodzą one na ląd podczas nocnego chłodu i jeśli nie uda im się wrócić do morza przed świtem, ryzykują ugotowanie żywcem.
Meduza oceaniczna w wodach wyspy Raine
  Meduza oceaniczna w wodach wyspy Raine
Podczas wizyty na wysepce sprzyja nam szczęście i mamy okazję podziwiać poczynania samotnej samicy, powoli wędrującej w górę plaży i wykopującej w piasku gniazdo dla jaj. Jest powolna, lecz nieustępliwa, godzinami pracując przed kamerami Pawela. Kończy wczesny rankiem i rozpoczyna powrotną wędrówkę do morza. Podczas każdego sezonu lęgowego na plaże wyspy Raine i pobliskiej Moulter Cay wychodzi ponad 103000 samic. To ogromne mnóstwo żółwi i są one tutaj względnie bezpieczne. Jednak gdy rozpoczną powrotną wędrówkę na żerowiska w Indonezji, Papui, czy Wyspach Salomona, australijskie prawo nie może już ich ochronić. Zielone żółwie zawdzięczają swą nazwę kolorowi tłuszczu pod skorupą, a ich mięso jest uznawane za przysmak wielu orientalnych kuchni. Nadchodzące pokolenia mogą nie mieć takiej okazji, jak my, by oglądać samicę składającą jaja na plaży. Gdy rankiem opuszczaliśmy Sandbank 7, mieliśmy bardzo mieszane uczucia.
Żółw szylkretowy żerujący na rafie
  Żółw szylkretowy żerujący na rafie
Kilka dni później docieramy do północnego łańcucha Ribbon Reefs i Pawel planuje zakończenie wyprawy nurkowaniem w słynnym Cod Hole. Prawdziwe gwiazdy tego miejsca, gigantyczne strzępiele malabarskie, zwykle są przyjazne i ciekawskie, a dla nas przygotowały ofertę specjalną. Podczas gdy większość z nich zachowywała się normalnie, pływając w koło jak przyjacielskie szczeniaki, jedna parka zaczęła robić dziwne rzeczy - zalecały się do siebie, tuż przed obiektywem kamery Pawela. Płynęły bardzo blisko siebie, co rusz szturchając i popychając się wzajemnie. Był to bardzo złożony taniec, przykład bogactwa podwodnego świata, który dopiero zaczynamy rozumieć. Właśnie takie ujęcia są nam potrzebne, żeby przekonać ludzi, że ochrona oceanu jest rzeczą ważną.

Mamy nadzieję, że nakręcony podczas tej wyprawy materiał trafi do serc polityków i wyborców, dzięki czemu przyszłe pokolenia będą miały możliwość oglądania cudów podwodnego świata Australii.
Pięć minut sławy - nawet strzępiel malabarski nie może się oprzeć
  Pięć minut sławy -
nawet strzępiel malabarski
nie może się oprzeć



Tekst: Paul Walden
Tłumaczenie: Piotrek Gliszczyński, CN Nowa AMA