Chciałbyś zanurkować na Titanic'u?" - przeczytałem maila. "A czy niedźwiedzie załatwiają swoje sprawy w lesie?"
Tak też Kevin Gurr zdecydował się na odbycie swojego jak dotąd najgłębszego nurkowania wspólnie z Carlem Spencerem i Leight Bishopem, który robił zdjęcia. Można je znaleźć w
magazynie Dive 2003 w numerze listopadowym.
Wszystko zaczęło się w pokoju hotelu przy Park Lane. Byliśmy tam z reżyserem z Hollywood z Jamesem Cameronem, aby zastanowić się nad funduszami potrzebnymi do odbycia nurkowań saturowanych na Titanicu i siostrzanym statku Brittanicu. Nie byliśmy wtedy przekonani, że to wszystko się zdarzy naprawdę.
Wtedy właśnie przyszło e-mailem zaproszenie:
"Chciałbyś zanurkować na Titanic'u?"
To był środek czerwca i już kilka dni później Leigh Bishop, Carl Spencer i ja lecieliśmy do St. John's w Nowej Fundlandii. St. John's jest jednym z tych miejsc, w których spodziewasz się znaleźć niedźwiedzie polarne szperające w koszach na śmieci.
Zobaczyłem naszą łódź badawczą Akademik Mstislav Keldysh jeszcze w trakcie lotu samolotem - kiedy obok u wejścia do zatoki przepływał akurat wielki biały wieloryb, prawie wielkości góry lodowej (Góry lodowe w czerwcu? Czy mógł być to znak?). Po całym dniu przy brzegu statek był gotowy do wypłynięcia.
Keldysh, zdolny opłynąć 80% światowych oceanów był używany jako statek badawczy za czasów istnienia Muru Berlińskiego. Teraz już nie będąc dłużej utrzymywanym z dotacji rządu rosyjskiego, ciągle pełnił tą funkcję. Służy również prywatnym charterom naukowym, takim jak wyprawa na Titanica i środkowo oceaniczne źródła termalne.
Był również używany przez Jamesa Camerona jako miejsce zebrania załogi i ludzi grających w filmie. Jak powiedział sam Cameron: "Ci ludzie są naprawdę dobrzy".
Tak więc było nas kilku na drodze do najwspanialszego w historii statku. Płetwonurek Leigh Bishop zajmował się kamerami, podczas, gdy Carl i ja mogliśmy rozglądać nie naokoło i podziwiać głębiny siedząc w jednej z czterech istniejących na świecie tego typu łodzi badawczej. Natomiast Keldysh jest jedynym statkiem mogącym równocześnie obsłużyć dwa batyskafy typu MIR równocześnie.
Jeżeli my byśmy tego nie zrobili, to lista chętnych była długa. Aczkolwiek dla nas nie była to tylko zabawa. To była wyprawa naukowa pod patronatem US National Oceanic & Atmospheric Administration (NOAA) i musieliśmy przeprowadzić cały szereg doświadczeń, jak również zidentyfikować poszczególne części statku.
Wspaniała rosyjska załoga statku pojawiała się zawsze gdy była potrzebna. Dosyć często spotykało się coraz to nowe twarze. Cała 120 osobowa załoga statku była bardzo dobrze rozlokowana na pokładach. Wszyscy na statku byli bardzo mili, mimo że większość nie mówiła po angielsku, ale skróty nazw dla poszczególnych gazów są takie same więc nie było problemów ze zrozumieniem. Trzeba było tylko wskazać czego się oczekuje.
Carl i ja towarzyszyliśmy anglojęzycznemu rosyjskiemu pilotowi. Carl postawił sobie za punkt honoru naukę rosyjskiego.
Dwa dni później, leżąc w łóżkach, zostaliśmy obudzeni przez dziwny dźwięk, który oznaczał że statek zatrzymał się. Natychmiast opanowało nas uczucie strachu jak tylko zorientowałem się, że jesteśmy na środku spokojnego oceanu zasnutego mgłą. Zaraz przeszyło mnie uczucie strachu i przypomniała mi się historia 1500 ludzi, którzy zginęli w ciepłą kwietniową noc na środku oceanu.
Dzisiaj był pierwszy dzień kiedy spotkaliśmy się z naszym pilotem MIR'a. Te batyskafy są triumfem techniki. Mogą osiągać nawet 6500 m głębokości, a Titanic spoczywa przecież tylko na 3750 m lub inaczej na 2,5 mili głębokości!
MIR jest kulą teoretycznie odporną na zanurzenie się do głębokości 12000 m. Ma średnice około 2,5 m i może zabrać na swój pokład 3 osoby. Jeżeli masz klaustrofobię nie zgłaszaj się na ochotnika. Załoga otoczona jest przez masę kabelków, kamer i różnych innych urządzeń przypominając kapsułę statku kosmicznego Apollo. Wydaje się jakby było tu tylko wystarczająco dużo miejsca dla nas i nic poza nami nie dało się już tutaj wcisnąć.
Teoretycznie troje ludzi może przetrwać przez 100 godzin korzystając z absorbentu pochłaniającego CO2 i z tlenu zgromadzonego w specjalnych butlach. My zaplanowaliśmy aby spędzić na dnie około 7 godzin z dodatkowymi 5 godzinami poświęconymi na zanurzenie i późniejsze wynurzenie.
W miarę upływu czasu, coraz bardziej zaczęliśmy sobie zdawać sprawę z tego jak jesteśmy uprzywilejowani z powodu, że to my właśnie bierzemy udział w tej ekspedycji.
Przed nurkowaniem poziom naszych płynów ustrojowych i pokarmów został dokładnie zmierzony, gdyż toalety na MIR mają ograniczoną pojemność. Carl i ja zostaliśmy przydzieleni do MIR 2. Kiedy obserwowaliśmy MIR 1 jak się zanurza, wtedy wiedzieliśmy, że człowiek zajmujący się uszczelnieniami, którym był Marx Brothers bardzo dokładnie wykonuje swoją pracę. Awaria któregoś z nich mogła by się skończyć tragicznie.
W prawdzie uszczelnienia są zaprojektowane tak, aby działać do określonej głębokości, a przedsionki, w których wyrównuje się ciśnienie, aby uszczelniać cały pojazd, jednak człowiek ten bardzo dokładnie sprawdził najmniejszy nawet szczegół. To było miłe widzieć go jak wkłada tyle serca w każdy szczegół, w każdy element swojej pracy.
Teraz była nasza kolej, z wielkim uśmiechem i trzęsącymi się rękami przechodziliśmy ostatnie testy bezpieczeństwa.
Eugeny "Genya" Chernyaev jest jednym z najbardziej doświadczonych pilotów łodzi podwodnych na świecie. Wykonał on już więcej niż 200 nurkowań na Titanica.
Wewnątrz cieniutkiej kuli, Genya zamknął właz. Nie to żeby, któryś z nas chciał zrezygnować, ale mimo wszystko...
O 10.13 rano 29 czerwca, jedno z najbardziej pamiętnych nurkowań w końcu się rozpoczęło. Jak tylko batyskaf został spuszczony na morze, poczułem się jak "cowboy" zamknięty wewnątrz kuli, uwiązany na specjalnej linie, na której łódź była spuszczana do wody. Bardzo spokojna praca, gdy morze jest spokojne, ale tym razem Rosjanie musieli wykorzystać wszystkie swoje umiejętności, aby nam się nic nie stało, gdyż morze nie dawało za wygraną.
Ten moment spuszczania łodzi na morze został bardzo dobrze sfilmowany i przedstawiony w najnowszym filmie Camerona "Głosy z głębin".
Na głębokości 100 metrów światło zniknęło całkowicie. Opadaliśmy z prędkością 30 metrów na minutę. W ciągu czterech minut osiągnąłem największą głębokość na jaką do tej pory nurkowałem w morzu.
10.52 i 1000 m głębokości, temperatura spadła do poziomu 4,2°C. Wyglądając na zewnątrz przez malutkie, 20 centymetrowej grubości akrylowe okienko. Widziałem fosforyzujący plankton błyskający jak małe cieniutkie rakiety.
Na 2000 metrach temperatura spadła do 3,1°C i zewnętrzne ciśnienie wyniosło 200 bar. Komunikacja radiowa z powierzchnią brzmiała jak rozmowy prowadzone przez kosmonautów z misji Apollo z echem i odbiciami akustycznymi. O 12.25 echosonda wskazała 100 m do dna kiedy zaczęliśmy korygować naszą prędkość opadania. Skupienie wewnątrz łodzi sięgało zenitu. Jestem pewien, że Carl też rzucał tajemne zaklęcia na właz naszej łodzi.
Genya wyglądał na niewzruszonego. O godzinie 12.29 zobaczyliśmy płaskie, piaszczyste dno. MIR 1 również był już ma dnie i zmierzał w kierunku Titanica, gdyż prąd środkowo-oceaniczny zepchnął nas około 1 km od wraku.
Genya spokojnie oznajmił, że system nawigacyjny padł. Byliśmy czasowo niewidomi, będąc na głębokości 3780 metrów. To spowodowało, że zaczynaliśmy czuć się jak w Hollywood! W końcu zasilanie wróciło i powoli zaczęliśmy przesuwać się w kierunku wraku. Carl i ja byliśmy cały czas przyklejonymi do bulaja.
Titanic majaczył w światłach reflektorów MIR'a 1.
Nurkowałem na wrakach setki razy, ale widok podążających obok siebie w odległości około 1 metra łodzi podwodnych był niesamowity, aż do momentu kiedy każda z łodzi zajęła się swoją własną misją.
Titanic jest przełamany na dwie części bliżej rufy zaraz za trzecim kominem dokładnie pomiędzy piecami opałowymi, a silnikiem. Rufa łodzi jest 600 metrów dalej. Cały mostek zaginął, pozostała tylko podstawa koła sterowego jakby na straży, jak pomnik wzniesiony aby zachować pamięć ofiar tej katastrofy.
Titanic żyje i jest pochłaniany przez wszelkie żyjątka morskie. Na tej głębokości kolonie mikrobów, które w płytkiej wodzie mają bardzo dużą konkurencje w zdobywaniu pokarmu, tutaj dominują. Titanic jest pokryty grubą warstwą rdzy, która miejscami wygląda jak gruby osad i cały czas powoli, pochłaniany jest przez mikroby. Kolonie te posiadają zdolność zwalczania bakterii, rozkładają oleje syntetyczne a nawet mogą produkować energię.
Po kilku godzinach przepływając nad pozostałościami wraku zobaczyliśmy buty i talerze zachowane praktycznie w nienaruszonym stanie. Środkowa część statku była zgnieciona, szczątki leżały wszędzie, tylko cztery pokłady pozostały nienaruszone.
W trakcie jak MIR poruszał się pomiędzy silnikami znaleźliśmy wodoszczelne drzwi, których nigdy dotąd nie widzieliśmy nawet na Britannicu. Poruszanie się pomiędzy ogromnymi silnikami było jak przekraczanie bram strzeżonych przez ogromne Sfinksy. W tym czasie MIR 1 zderzył się z wrakiem statku i musieliśmy wycofać się z penetracji wraku gdyż groziło to pozostaniem częścią historii.
O 19.14 musieliśmy opuścić Titanica. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że zdrętwiały mi nogi od siedzenia tak długo w ciasnym zamkniętym pomieszczeniu. Carl wyglądał na wygłodniałego, jego prośby o coś do jedzenia pozostawały bez żadnego odzewu. Jednak w końcu Genya nie wytrzymał i przygotował mały piknik, który jedliśmy na głębokości na jakiej mało kto miał okazję w ogóle przebywać, nie wspominając już o jedzeniu.
MIR 1 opuścił nas 2 godziny temu. Byliśmy sami w głębinach. Rozpoczęliśmy proces wynurzania. Genya wyłączył światła jak tylko zaczęliśmy wynurzać się i wpływać w światło dzienne. Musieliśmy zrobić setki tysiące zdjęć, ale wiedzieliśmy że gdyby nawet tylko jedno z nich wyszło i tak będziemy szczęśliwi. Dwie i pół godziny później osiągnęliśmy powierzchnię. Zostaliśmy zakotwiczeni i wciągnięci na pokład. W końcu otworzono właz naszej łodzi podwodnej.
Co byś powiedział gdybyś właśnie zanurkował na Titanicu? Jak byś postrzegał świat po takim wydarzeniu? To było prawie jak podróż w czasie. Otoczeni uśmiechami i brawami załogi zakończyliśmy nasza misję. To był naprawdę pamiętny dzień.