Wyobraź sobie, że właśnie powiedziano Ci, że świat jest okrągły, mimo że zawsze myślałeś, że jest płaski. Twoją pierwszą reakcją będzie zaprzeczenie w oparciu o dotychczasową, popartą faktami wiedzę.
Wiele osób w społeczności nurkowej wykazuje wrogie nastawienie w stosunku do Global Underwater Explorers (GUE), prawdopodobnie dlatego, że propaguje zasady DIR, które wymagają otwartości umysłowej zanim przystąpi się do ich stosowania w praktyce.
Nasza podróż rozpoczyna się na brzegu jeziora District w Centrum Nurkowym Capernwray. Moimi partnerami podróży jest dwóch kolegów z CN Capernwray. Adam Hanlon, dyrektor szkoły nurkowej, który nurkuje od ponad 20 lat, podczas gdy drugi kolega Dave Smith nurkuje tylko od dwóch lat. Ma tylko 18 lat i jest najmłodszym członkiem zespołu.
Kurs Recreational Triox, na który się zapisaliśmy, rozpoczął się od podstawowych zasaad GUE (
Stripped to the Essence, June 2003) i pomijając pewne wtrącenia na temat nurkowania na mieszankach helowych, jest ciągle zaklasyfikowany jako zwykłe nurkowanie rekreacyjne.
Można w nim uczestniczyć w dwóch formach, albo jako osoba nurkująca z jedną butlą i wykonująca nurkowania rekreacyjne lub jako pierwsza część prawdziwego kursu nurkowania technicznego Tec I według GUE. W trójkę wybraliśmy tą drugą wersje kursu, która zawiera w sobie znacznie więcej elementów do opanowania. Zajęcia były prowadzone przez Andrew Georgitisa, którego wspomagał Andy Kerslake. Andrew G, stacjonuje w Seattle jako Technical Training Director w GUE, który wyszkolił więcej niż 3000 nurków technicznych w życiu. Jego styl nauczania opiera się na latach doświadczeń zarówno teoretycznych jak i praktycznych.
Andy K przedstawiciel GUE w Wielkiej Brytanii, ma więcej opanowania. Mniej odporni ludzie postrzegają go jako bardziej przystępnego i mniej onieśmielającego niż Andy G.
DZIEŃ PIERWSZY
Punkt 9.00 rano, spotykamy się w sali wykładowej CN Capernwray, gdzie Andrew G wprowadza nas w plan zajęć.
Plan dnia będzie składał się z czterech nurkowań, przerywanych trzema zajęciami teoretycznymi, powtórką materiału wyświetlaną na wideo i testem sprawności fizycznej przeprowadzonym na lokalnym basenie.
Bez przerwy na chwilę oddechu, Andrew pokazał nam mnóstwo nowych sposobów poręczowania, które mieliśmy potem zastosować na drugim i czwartym nurkowaniu. To było jakby pokazać komuś w pięć minut - kto nigdy w życiu nie prowadził samochodu - jak kierować samochodem i potem kazać jechać mu do samego centrum Londynu.
Kilka minut później zanurzyliśmy się w wodzie o temperaturze 10°C, aby zostać otoczonymi przez podwodne skały i co jakiś czas przepływające wygłodniałe pstrągi. Dziesięciometrowa widoczność w Jackdaw Quarry była miłą odmiana po jedno metrowej jaką mieliśmy w przystani w Portland w zeszłym roku w marcu.
Plusem skalistego dna było to, że dotykając go nie wznosiliśmy chmur mułu, tak więc to była wyśmienita okazja do nauki i filmowania (wszystkie zajęcia GUE są filmowane w celach edukacyjnych, aby móc potem pokazać błędy, które popełnili kursanci).
Pierwsze nurkowanie było powtórką umiejętności, które zdobyliśmy na poziomie podstawowym. Większość z nich jest dobrze znana, ale część przybrała całkiem nowe znaczenie. Przykładem mogą być procedury zakręcania zaworów w butli w sytuacji awaryjnej.
W porównaniu z innymi kursami, punktem wyjścia nie było tak jak do tej pory zakręcenie zaworu separującego w manifoldzie, oszczędzając przy tym połowę dostępnego czynnika oddechowego, ale zamknięcie najbardziej prawdopodobnego zaworu w butli, podczas nadawania sygnału do reszty zespołu, że coś jest nie w porządku.
Inną umiejętnością, którą ćwiczyliśmy było "wynurzanie w grupie", ponownie z pewnymi zmianami. Jeden nurek ustalony jest jako dowódca grupy, który "kontroluje" całe wynurzanie (czas, głębokość itp.) Takie podejście na pewno pomaga poszczególnym osobom nurkującym. Grupa wynurza się w formacji okręgu w pozycji horyzontalnej i wszelkie zadania rozkładają się na grupę.
Formacje liniowe omawiane na kursie GUE Tec 1 do formacji okręgu na kursie Triox, którą będziemy stosować bardzo często.
Jak podejrzewałem najważniejszą wartością tego kursu było utwierdzenie i konsekwentne objaśnianie naszych problemów szczególnie w grupie - co potem stosowaliśmy w praktyce.
Kilka godzin stresującej współpracy. Trudności kontrolowana pływalność i psujący się automat spowodowały, że grupa przyszła na zajęcia wideo w bardzo złym nastroju. To było zarówno żenujące jak i bardzo edukujące doświadczenie.
Muszę przyznać, że na początku wartość takich ćwiczeń praktycznych, gdzie większość rzeczy idzie źle wydawała mi się mało znacząca. Jednak po obejrzeniu wideo zmieniłem punk widzenia.
Zostaliśmy poproszeni o wykonanie prostego zadania. Rozciągnięcie linki o określonej długości w określonym czasie i o powrót do punktu wyjścia.
Cofnąłem się, gdy zobaczyłem jak Adam szarpie się z nadmiarem linki wypuszczonej z kołowrotka. Pamiętając regułę "nadmiar zabija", starałem się utrzymać ją napiętą kiedy on ją nawijał na kołowrotek. Po około minucie zabawy ze zwijaniem, zobaczyliśmy koniec naszej liny kierunkowej.
To był nasz koniec. Właśnie zwinęliśmy nasz drogowskaz do domu i w ten sposób zabiliśmy się po raz trzeci w czasie krótszym niż dwie godziny. Wiedzieliśmy, że sytuacja naszej grupy nie wygląda za dobrze, gdyż to Andrew przeciął linę specjalnie, aby pokazać sedno problemu.
Wideo pokazało coś innego na co nie zwróciliśmy uwagi w wodzie. W pewnej chwili, gdy wykonywaliśmy ćwiczenia symulujące sytuacje awaryjne zapomnieliśmy sprawdzić czy zamrożony automat Adama już się odmroził. Tak więc kiedy on dzielił się powietrzem z innym nurkiem korzystając z jego rezerwy, gdyby ten układ zawiódł nie było by skąd udzielić pomocy.
Andrew G widział to (dlatego oblaliśmy ponownie!) i trzymał automat 15 cm nad głową Adama na wszelki wypadek.
Inną rewelacją naszych pierwszych nurkowań było uzmysłowienie sobie jak ważną funkcję w komunikacji spełnia latarka nawet podczas nurkowań w dzień. Poprzez oświetlanie drogi w kierunku, w którym się poruszaliśmy osoba prowadząca nurkowanie zawsze wiedziała, gdzie jest pozostała część grupy.
Okrąg zataczany światłem na znak OK lub szybkie ruchy światłem były zrozumiałe dla reszty grupy, nawet gdy ktoś znajdował w pewnej odległości.
Kontynuując naszą "jazdę" poprzez masę wykładów teoretycznych temat zaczął schodzić na metody nauczania Andy'ego G. Ma on w zwyczaju przedstawiać jakiś scenariusz i zadając nam pytania stara się nas nakierować na rozwiązanie tego problemu.
"Hej" zawołał Dave podnosząc głowę z nad swojego notatnika "12 minut nie wystarczy, aby wysycić się po nurkowaniu na 30 metrach" Adrew tylko się uśmiechnął.
W takim stylu nauczyliśmy się naprawdę wiele. Dlaczego bardziej racjonalnym jest robić najgłębsze nurkowanie w ciągu dnia jako ostatnie (wbrew teoriom głoszonym przez przemysł nurkowy), dlaczego użycie helioksu w praktyce nie przedłuża dekompresji, dlaczego zasada 1/3 (bardzo często zalecana jako bardzo restrykcyjna) jest często niewystarczająca nawet w zwykłym nurkowaniu rekreacyjnym. Dlaczego? Przepraszam, ale będziesz musiał odbyć kurs!
Ale te lekcje zaczynały mnie irytować. Byliśmy zasypani taką masą rzeczy, że nie byliśmy ich w stanie gruntownie przyswoić, a na nieszczęście nie mieliśmy materiałów, na których mogliśmy się oprzeć.
O 16.30 wychodziliśmy wyczerpani z wykładów i szliśmy na test sprawności fizycznej przeprowadzany na basenie.
Każdy poziom szkoleń w GUE ma odpowiednio dostosowane wymagania. Przepłynąć 275 metrów w mniej niż 14 minut i przynajmniej 15 metrów na wstrzymanym oddechu. Jeżeli nie możesz tego zrobić oblewasz kurs.
Ta poprzeczka jest ustawiona coraz wyżej jeżeli trening jest bardziej zaawansowany.
Nawet instruktorzy GUE muszą co dwa lata przechodzić testy sprawnościowe.
Po kolejnych dwóch godzinach spędzonych w sali wykładowej dzień zajęć kończył się około 19.30.
DZIEŃ DRUGI
Dzień zaczął się bladym świtem na balkonie z którego można było podziwiać widoki. Andrew zdążył już rozciągnąć 40 metrów linki zanim tam dotarliśmy.
Zanim zorientowaliśmy się przeszedł do zasad nurkowania przy zerowej widoczności: jak powinniśmy się ustawić w formacji w stosunku do liny, jak komunikować się poprzez dotyk, gdzie umieścić nurków z pewnymi problemami i decydować o punktach, w których można się odłączyć.
Nic nie widząc nawigowaliśmy naszą drogę powrotną w trakcie nurkowania (zajęło nam to 3 minuty, skłamałem). Andrew mierzył nam czas. Trwało to w rzeczywistości 13 minut! "Jeżeli zastosował byś regułę 1/3 w trakcie tego nurkowania, nawet gdybyś nie popełnił żadnego błędu, myślę, że i tak byście nie przeżyli, chłopaki," powiedział Andrew. To była bardzo znacząca lekcja.
Znowu w wodzie. Wydawało mi się, że podczas symulacji nurkowania przy zerowej widoczności i kręceniu się po okolicy rozwijając linkę z kołowrotka, nie byłem zaskoczony gdy nagle "straciłem" maskę.
Skutki tego jednak nie były takie jak bym przypuszczał.
Jako członek zespołu nurkowego zablokowałem kołowrotek i zawisłem w toni spokojnie czekając na kogoś z mojego zespołu, aby mi pomógł. Nie przyszło mi tylko do głowy, że inni też mogą być w podobnej sytuacji jak ja!
Po około 4 minutach zdałem sobie sprawę z tego, że musimy wzajemnie siebie obserwować.
Zaczęliśmy się wzajemnie pilnować i wracaliśmy do wyjścia. Luzy na lince przypominały nam poprzednią lekcję, którą otrzymaliśmy. Czuliśmy linę, jednak nie dawała ona nam wystarczających znaków w jakim kierunku mamy płynąć.
Trwaliśmy w takiej sytuacji przez następne 15 minut zanim zlokalizowaliśmy linę opustową i wypłynęliśmy na powierzchnię.
Później, wideo powtórka pokazała nam jak bardzo byliśmy nieprzygotowani do komunikacji przy zerowej widoczności i jak mały drobiazg urastał do rangi katastrofy jak tylko sytuacja się zmieniała.
Ostatnie nurkowanie tego bardzo długiego dnia nurkowego. Nurkowaliśmy na nitroksie, który grozi zatruciem centralnego systemu nerwowego tlenem. Nurek, który doświadczy zatrucia CNS ma bardzo duże problemy. Doświadcza konwulsji, których prawie zawsze końcowym rezultatem jest wypuszczenie przez nurka automatu oddechowego z ust i utonięcie.
Techniki ratunkowe GUE były całkiem inne. Po pierwsze, automat w ustach nurka najczęściej jest przyczyną tego problemu. Automat wyjmuje się z ust nurka i zastępuje inną mieszanką oddechową.
Nurek ratujący przejmuje kontrolę nad dwoma kamizelkami. Spuszcza powietrze ze swojego skrzydła i następnie dopompowując powoli swoje skrzydło kontroluje pływalność całego układu. W ten sposób mam możliwość przytrzymania automatu w ustach ratowanego i obsługi inflatorów obydwu skrzydeł równocześnie.
Wygląda to tak jakby jechało się na skuterze. Kiedy trzeba było się wynurzać, nurek ratujący ustawia cały układ do pozycji horyzontalnej, tak aby była możliwość równoczesnego opróżnienia obydwu skrzydeł za pomocą lewej ręki.
Po powrocie do sali wykładowej, znowu zostaliśmy zasypani masą informacji. Tym razem jednak skupiliśmy się na strategii dekompresji, profilu wynurzania i jak nie przekroczyć limitów nurkowania bezdekompresyjnego. To był naprawdę nowy materiał.
Aby upewnić się, że zrozumieliśmy tą metodę, Andrew spędził 90 minut pokazując nam jak GUE doszło do takich wniosków.
Uzmysłowiliśmy sobie jak ważny jest kształt profilu nurkowania i w których momentach muszą być dokładnie zaplanowane i wykonane przystanki. Dlatego też nie polecam tego ćwiczyć samemu bez pierwszej demonstracji.
Zapamiętałem trzy najważniejsze rzeczy:
- Limit nurkowania na 30 metrów na powietrzu to 20 minut.
- Dla każdych 3 metrów w górę lub dół odejmij lub dodaj 5 minut.
- Jeżeli używasz standardy GUE dotyczące mieszanek oddechowych (np. ciśnienie parcjalne tlenu w mieszance zawsze pomiędzy 1,2 a 1,4) zawsze dodaj do maksymalnej głębokości 6 metrów.
Potem przeszliśmy do dyskusji jak obliczyć dekompresję przy nurkowaniach na głębokości z zakresu 20-50 metrów. To było bardzo fascynujące doświadczenie, ale znowu brak materiałów szkoleniowych dał nam się we znaki.
Tak samo jak pierwszego dnia i tym razem nie skończyliśmy pracy przed 19.00 i ciągle mieliśmy 50 pytań egzaminacyjnych do objaśnienia.
Na szczęście Adam podtrzymywał nas na duchu, tak więc zabraliśmy pracę do domu i utknęliśmy z nią po kolacji. Skończyliśmy prawie o północy.
DZIEŃ TRZECI
To był dzień prawdy Triox. Aby osiągnąć zaplanowaną głębokość 36 metrów musieliśmy przenieść się do Wastwater w zachodniej części jeziora District wymagające od nas ponad półtora godzinnej podróży z Capernwray.
Na szczęście niebiosa nam sprzyjały, błękitne niebo bez ani jednej chmurki, sceneria jak z pięknego filmu - co za szkoda tylko, że nie mieliśmy czasu, aby się tym nacieszyć.
To był dzień naszej próby, testu naszych umiejętności teoretycznych i praktycznych. Musieliśmy zaplanować i wykonać dwa nurkowania jako zespół nurkowy. Podczas, gdy Andy będzie nas obserwował i nagrywał na wideo. Wprowadzał również pewne problemy do naszego nurkowania.
W trakcie obydwu nurkowań musieliśmy zejść po stoku, potem płynąc wzdłuż liny przez około 10 minut zanim zsunęliśmy się w głębię na planowaną głębokość 30 metrów.
Powinniśmy wykonać to nurkowanie w ciągu 15 minut lub do momentu jak jednemu z nurków w zespole zostanie 150 atmosfer. Wyglądało to prosto.
Niestety, zła passa trwała i tylko czekaliśmy jak coś się wydarzy. W pewnym momencie kiedy płynęliśmy w kierunku klifu, Andy G przyczepił luz linki poręczowej do D-ringu mojego skrzydła.
Nikt poza mną nie zauważył tego, a Andy obserwował co zrobię. Czy będę płynął dalej do momentu do póki będę mógł czy zrobię coś innego.
Po zmarnowaniu pięciu cennych minut wracając i zwijając linkę, znalazłem bezpiecznie schowany w mojej kieszeni przecinak.
Na dnie zauważyliśmy szereg usterek, jednemu z nurków skończyło się powietrze i jeden automat zamarzł. Poradziliśmy sobie z tymi problemami, gdyż w sumie to były drobiazgi, ale mimo wszystko zostaliśmy ocenieni słabo.
Po ostatnim nurkowaniu nie chciałem wracać do wody i zacząłem rozważać wybór innego sportu niż nurkowanie, może szachów. Ale zanim podjąłem decyzję byłem już z powrotem pod wodą.
Podczas tego nurkowania doświadczyłem podobnych problemów, ale niektóre z nich powiększyły się.
Poradziliśmy sobie z nimi trochę lepiej, ale nie wspaniale. To był widoczny postęp.
Powrót na podsumowanie, powtórka z egzaminu i krytyczne spojrzenie na wideo i właśnie zakończyliśmy kurs. Niesamowite, ukończyliśmy kurs Triox, mimo że myślałem że tylko niektórym z nas się to uda.
WNIOSKI
Czy dobrze się bawiłem na kursie? Nie, odczuwanie braku kompetencji wcale nie jest przyjemne. Ale po tym wcale nie przerywam treningów na rowerze, nawet kiedy pada przez osiem godzin, tylko cieszę się rezultatami ćwiczeń, które one przyniosły.
Faktem jest, że zapamiętałem mniej niż 5% materiałów, które były nam przedstawiane. Bez materiałów szkoleniowych to było za dużo w ciągu trzy dniowego kursu.
To było jak wycieczka objazdowa, zatrzymywaliśmy się tylko na chwilę, aby spojrzeć na okolice nigdy tak naprawdę dobrze jej się nie przyglądając. Całe doświadczenie pozostawiło we mnie uczucie oświecenia i frustracji.
Skontaktowałem się w tej sprawie z GUE. Powiedziano mi: "Winny". Jednakże było by znacznie prościej gdybym sprecyzował o kogo dokładnie chodzi.
Nie polecam zapisywać się na kursy GUE do momentu dopóki nie jesteś przygotowany, aby myśleć, że mogą być lepsze metody rozwiązywania problemów, niż te które do tej poro stosowałeś.
Tak więc wcale nie jest prawdą, że "GUE = lepiej", ale tworzy najlepsze zasady postępowania o jakich słyszałem.
Otwartość umysłowa jest najlepszą filozofią do wyznawania i najtrudniejszą do ćwiczenia. Wiele osób będzie dalej odrzucać GUE jako organizację jednej podstawowej zasady, która nie toleruje swobody myślenia. Po dziś dzień, nie przeszedłem obojętnie nad krytyką, której doświadczyłem w trakcie kursu.
Doświadczyłem i mam szczęście studenta, który nie posiada materiałów i mimo wszystko uważa, że dotarł bardzo daleko.
Piotr Gadecki - CN Nowa AMA
Przygotował na podst. magazynu Diver