Nurkowanie z CN Nowa AMA

Nurkowanie - wyprawy, kursy, oferty, promocje.
Bezpłatny biuletyn informacyjny.
Premumerata biuletynu
 
archiwum i regulamin prenumeraty biuletynu nurkowego
Uwiedziony przez Morze Białe

Dla Andrieja Niekrasowa, wielokrotnie nagradzanego fotografa podwodnego, największym marzeniem była podróż na daleką północ Rosji, gdzie białe wieloryby bawią się pośród głów gorgony i zębaczy smugowych.

W połowie lat osiemdziesiątych, gdy stawiałem pierwsze kroki w fotografii podwodnej, przeczytałem artykuł o podwodnym świecie Morza Białego. Lata mijały, lecz marzenie, by tam zanurkować nigdy mnie nie opuszczało. Niestety nigdy nie miałem takiej możliwości, do czasu mojej ostatniej wizyty w Moskwie, gdzie spotkałem dwóch nurków z centrów nurkowych Nereis i Arctic Circle, którzy pomogli mi zorganizować wyprawę do miejsca moich marzeń. Nasza grupa zapakowała się do pociągu Moskwa - Murmańsk i po 24 godzinach, które szybko zleciały w dobrym towarzystwie, u schyłku nocy wysiedliśmy w miasteczku Czupa. Dalszą podróż odbyliśmy w dwóch minivanach, które po trzech godzinach jazdy dotarły do celu - niewielkiej osady Czkalowskij. Naszą bazą okazał się wygodny hotel Nereis, urządzony w starym statku zacumowanym do nabrzeża.


Wszyscy chcieli odpocząć, lecz ja nie mogłem się oprzeć pięknemu krajobrazowi dalekiej północy. Wyruszyłem z aparatem w ręku na przechadzkę wzdłuż brzegu morza, by podziwiać niesamowity wschód słońca, światło odbijające się w spokojnej wodzie i rozgwiazdy, pozostawione na brzegu przez odpływ, powolnie zmierzające w stronę morza. Było już za późno, żeby iść spać a ja chciałem zrobić więcej zdjęć, ale pod wodą. Postanowiłem więc ponurkować na wstrzymanym oddechu. Sierpień jest ciepłym miesiącem w Morzu Białym, jednak daleko mu do tropików. Ubrany siedmiomilimetrową piankę wytrzymałem dwie godziny w wodzie o temperaturze 12°C, fotografując otoczenie, zanim zmarzłem tak, że musiałem skończyć.


Podwodna ikebana
Podczas gdy ogrzewałem się kubkiem gorącej herbaty i suszyłem sprzęt, wszyscy już wstali i podano śniadanie. Po odprawie podzieliliśmy się na grupy, zgodnie z naszymi zainteresowaniami. Postanowiłem nie wypływać w morze, lecz odwiedzić jeszcze raz bardziej interesujące miejsca, które zauważyłem wcześniej. Wraz z partnerem wskoczyliśmy do wody z przystani. Na głębokości 10 metrów jasne słońce zaczęło szarzeć a temperatura wody spadła do 7°C. Maksymalna głębokość w zatoce wynosi 15 metrów i każdy nieostrożny ruch grozi podniesieniem chmury mułu. Na dnie znaleźliśmy tylko pojedyncze pierzaste ukwiały Metridium senile oraz rozgwiazdy I liście wodorostów. Jednak bliżej brzegu zarośla wodorostów skrywały krewetki, kraby i małe ryby - perfekcyjne obiekty do makro fotografii.
Po prostu rozgwiazdy
Podwodna ikebana   Po prostu rozgwiazdy

Ślimak nagoskrzelny
Następnego dnia wybraliśmy się trochę dalej. Wszyscy wiedzą, jak powinno wyglądać morze - nieogarniony przestwór wody i nieba przedzielony linią horyzontu. Ale tu wszystko wyglądało inaczej. Wszędzie, jak okiem sięgnąć, z wody wystawały wyspy. Czułem się, jakbyśmy byli ni na morzu, lecz na gigantycznej rzece. Naszym celem była Skała Anemonów, do której dotarliśmy po dziewięćdziesięciu minutowym rejsie. Nurkowanie zaczęliśmy od strony oświetlonej promieniami słońca. W płytkiej wodzie znaleźliśmy ślimaki i rozgwiazdy, rywalizujące ze sobą w powolnych ewolucjach akrobatycznych. Głębiej królowały osiadłe meduzy, zaczepione cieniutkimi łodyżkami w krzakach modraka i wyłapujące mackami przepływający plankton. Pochłonięty makro fotografią zorientowałem się nagle, że w mojej butli zostało już tylko 50 atmosfer. Po nurkowaniu, zamiast leniuchować na pokładzie, udałem się z aparatem na brzeg i zaległem w krzakach czarnych porzeczek. Objadając się nimi prawie przegapiłem sygnał do odpłynięcia. Skała Anemonów nie jest duża, ale daje fotografom olbrzymie możliwości. Po skończeniu filmu w aparacie popłynąłem jeszcze pobuszować wśród listownic i ogromnych pierzastych anemonów.
... i z domkiem na plecach
Ślimak nagoskrzelny   ... i z domkiem na plecach

Powrót z nocnego połowu w porannej mgle
Następny dzień powitał nas gęstą mgłą, uniemożliwiającą wypłynięcie w morze, więc znów musiałem zadowolić się nurkowaniem w zatoce. Tymczasem wszystko się tu zmieniło. Na głębokości od trzech do ośmiu metrów roiło się od żebropławów i meduz wszelkich kształtów i rozmiarów. Niektóre z nich wyglądały jak lecące komety, inne przypominały zawieszone w kolumnie wody UFO. Musiałem bardzo uważać, żeby nie dać ponieść się uniesieniu i trzymać się z dala od ich parzących macek, bo inaczej zapamiętałbym dotyk ich delikatnego piękna na resztę życia.
Meduza osiadła
Powrót z nocnego połowu w porannej mgle   Meduza osiadła

Tego wieczora udaliśmy się w dalszą drogę, do centrum nurkowego Arctic Circle, do którego dotarliśmy po północy. Zostaliśmy dobrze nakarmieni i rozlokowani w drewnianych domkach, więc wypoczęci stawiliśmy się na poranną odprawę. Szczegółowe omówienie miejsc nurkowych pozwoliło nam dokładnie zaplanować kiedy i gdzie chcemy się udać. Nasza baza przy przystani wyposażona była we wszystko, co było nam potrzebne: ogrzewane przebieralnie, gorąca herbata, powietrze i łodzie gotowe do wypłynięcia.


Wschód słońca podczas odpływu
  Wschód słońca podczas odpływu
Białuchy w tańcu
Znowu rozpocząłem nurkowania blisko bazy, ponieważ dokładnie naprzeciwko przystani zadomowiła się para przyjaznych wali białych, zwanych też białuchami. Razem z moim partnerem i przewodnikiem udaliśmy się łodzią na spotkanie z nimi. Gdy opadliśmy na dno białuchy wyłoniły się z ciemności, zachęcone bąblami i dźwiękiem naszych oddechów. Pozdrowiły nas głośno i rozpoczęły pokaz. Mniejszy z nich był skory do zabawy i nie bał się nas ani trochę. Podpływał bardzo blisko, pokazywał nam język i wydychał strugę bąbli, jakby nas naśladował. Drugi osobnik, prawie sześciometrowy samiec, był zdecydowanie bardziej zainteresowany naszym sprzętem. Nie było łatwo robić zdjęcia, gdy jeden z nich baraszkował a drugi podgryzał nasze lampy i kable. Rozpłynęliśmy się z partnerem i zajęliśmy pozycje jak rewolwerowcy podczas pojedynku, w odległości trzech metrów jeden od drugiego i wycelowaliśmy w siebie aparaty, czekając, który będzie miał więcej szczęścia. Udało mi się złapać kilka dobrych ujęć, podczas gdy mój partner był "podgryzany" i vice versa. Spędziliśmy pod wodą 25 minut, do skończenia filmu w aparatach, robiąc tyle zdjęć, jakbyśmy spędzili tam tuzin nurkowań.
... i w pogoni za fotografem
Białuchy w tańcu   ... i w pogoni za fotografem

Spotkanie z głową gorgony...
Drugie miejsce, Pomarańcza, swą nazwę zawdzięcza jasnym barwom pierzastych anemonów, pokrywających każdy kamień na głębokości 12 - 18 metrów. Nawet w słoneczny dzień na tej głębokości jest tu prawie ciemno a od 25 metra panują już egipskie ciemności i temperatura wody niewiele przekracza 2°C. W tych surowych warunkach dno zamieszkują miękkie koralowce, a w trakcie wynurzania, na głębokości 20 metrów, napotkaliśmy niezwykle rzadką rozgwiazdę o bardzo trafnej nazwie głowa gorgony. Tak samo jak w Nereis, tu też po nurkowaniu bardzo przydatna okazała się dobrze nagrzana rosyjska łaźnia.
... i z lwią grzywą
Spotkanie z głową gorgony...   ... i z lwią grzywą
Zdenerwowany zębacz smugowy
Ostatni dzień nurkowy jest zwykle najbogatszy w doznania. Rozpoczęliśmy go w miejscu o obiecującej nazwie Raj Anemonów. Jest to rozległe plateau z niewielką skałką pośrodku, grubo porośniętą pierzastymi ukwiałami. Drugie miejsce zwane jest Gąbką, oczywiście ze względu na żółte gąbki porastające licznie kamienie, ja jednak optowałbym za zmianą nazwy, ponieważ dominują tu gęste zarośla listownic. Nurkowanie tu możliwe jest tylko pomiędzy pływami, kiedy brak prądu umożliwia skupienie się na makro fotografii. Na głębokości 12 metrów gąbki kołyszą się unisono, wraz ze swoimi towarzyszami - krewetkami, spokrewnionymi z nimi kozami morskimi i małymi krabami. Podczas gdy byliśmy zajęci fotografowaniem zaczął się przypływ. Szybując w prądzie wzdłuż brzegu zauważyłem siedemdziesięciocentymetrowego zębacza smugowego, próbującego ukryć się wśród kamieni. Ta duża ryba zwykle nie opuszcza swojego domu, ale nie zauważyłem w pobliżu żadnej jamy ani rozpadliny. Zębacz zdenerwował się bardzo mocno nagłym pojawieniem się paparazzi i wyraził swoje niezadowolenie rozdymając skrzela, co uczyniło go jeszcze większym, zanum zwrócił w naszą stronę rozwarte, żółto-białe szczęki. W aparacie skończył się film, więc wynurzyliśmy się, a zębacz mógł odetchnąć po tym dramatycznym spotkaniu.
Zdenerwowany zębacz smugowy  
Zanim spakowałem się przed odjazdem, postanowiłem zakończyć pobyt nad Morzem Białym w ten sam sposób, jak go rozpocząłem i ostatnią godzinę spędziłem w sprzęcie ABC, fotografując tę wspaniałą scenerię.


Tekst: Andriej Niekrasow
Tłumaczenie: Piotrek Gliszczyński, Nowa AMA