|
Jaki jest najlepszy sposób na wydanie oszczędności z funduszu powierniczego? Oczywiście zapłacić za nurkowanie na Antarktydzie! Znany biolog morski, Keith Hiscock nie zastanawiał się długo.
Czy myśleliście kiedyś o nurkowaniu na Antarktydzie? Jest to możliwe i zeszłego lata zdecydowałem się to zrobić. Grzebiąc głęboko w swoich oszczędnościach, zrobiłem rezerwację i zacząłem się przygotowywać. W marcu byłem na miejscu.
Żeby dostać się na Antarktydę należy najpierw udać się do El Fin del Mundo (czyli na koniec świata), a bardziej dokładnie do Ushuai, portu leżącego na samym południu Ameryki Południowej. Operuje tam około trzydziestu statków kursujących na Antarktydę i niektóre z nich zabierają nurków. Najlepszym sposobem na taką wyprawę jest wzięcie udziału w bardzo dobrze zorganizowanej i wyposażonej ekspedycji. Moja odbywała się na pokładzie Grigorija Mikijewa, 65 metrowego byłego rosyjskiego statku badawczego, zbudowanego w Finlandii w 1990 roku i czarterowanego przez firmę Oceanwide Expeditions. Wzmocniony specjalnie do lodowych warunków Mikijew wydawał się maleńki w porównaniu z większością statków wycieczkowych, lecz był wystarczająco duży, by pomieścić 48 pasażerów, w tym 32 nurków. Jego załoga składała się z 19 rosyjskich marynarzy, trzech osób do obsługi pasażerów, pięciu przewodników - ekspertów polarnych i jednego lekarza.
|
 |
| |
Dwóch nurków wchodzi do lodowatej wody |
Wszyscy zostawiliśmy garnitury i stroje wieczorowe w domu - w końcu była to ekspedycja, nie wycieczka. Nurkowania zorganizowane były przez firmę Waterproof Expeditions i na pokładzie powitał nas jeden z jej założycieli, Göran Ehlmé, jeden z czołowych fotografików i filmowców podwodnych, specjalizujący się w morzach polarnych. Statek był dobrze wyposażony i bardzo czysty, jedzenie było smaczne i obfite. Mogliśmy swobodnie odwiedzać mostek, skąd najlepiej fotografowało się malownicze, gigantyczne fale, przewalające się przez dziób. Podróż na półwysep Antarktyczny trwałą długo, gdyż rzadko przekraczaliśmy prędkość 11 węzłów. Mieliśmy więc mnóstwo czasu na fotografowanie albatrosów i innych ptaków, oraz na wypatrywanie wielorybów. Czas przeprawy przez Cieśninę Drake'a mijał nam na edukacji przy użyciu różnych prezentacji. Ekipa Waterproof Expeditions, dowodzona przez Rolfa Stange'a okazała się bardzo doświadczona i dobrze znała swój fach. |
 |
| |
Ekstrawagancka 35 ramienna rozgwiazda |
Gdy po trzech dniach wszyscy mieliśmy już dość zachodniego wiatru i gigantycznych fal na wzburzonych wodach Cieśniny Drake'a, naszym oczom ukazały się pierwsze wspaniałe widoki Białego Kontynentu. Antarktyda w rzeczywistości w pełni dorównuje zachwytom nad jej scenerią, ale również wszystkim ostrzeżeniom o gwałtownych załamaniach pogody. Jedyne o czym marzyliśmy, to wejść wreszcie do wody, co nastąpiło na wyspie Culverville. Podczas gdy my byliśmy przygotowywani do nurkowania podczas bardzo dokładnej odprawy, załoga przygotowywała statek, zmiatając śnieg ze sprzętu na pokładzie. Ten "check-dive" był naszym jedynym nurkowaniem z brzegu - później na miejsca nurkowe wożono nas zodiakami. |

Jeżowce Sterechinus neumayeri |
Ponieważ interesowałem się biologią morską Antarktydy, przed wyprawą odrobiłem pracę domową, jednak wciąż miała ona dla mnie kilka niespodzianek. Na przybrzeżnej płyciźnie widać było ewidentny wpływ zimowych zlodowaceń - żyły tu tylko efemeryczne wodorosty i mobilne mięczaki, żywiące się barwiącymi na różowo algami. Jednak już na głębokości 5 metrów zaczynały królować ogromne liściaste wodorosty. Żeby zobaczyć jakiekolwiek zwierzęta, trzeba było znaleźć jakąś pionową, lub przewieszoną powierzchnię. Część z nich wyglądała znajomo - klasyczne rozgwiazdy, jeżowce i strzykwy, zaskakująca była niewielka ilość ryb. Były też prawdziwie oryginalne stworzenia, i to w wielkiej mnogości: gigantyczne (około 10 centymetrów
) równonogi, wstężnice (prymitywne bezkręgowce, rzadko spotykane w cieplejszych wodach) i rozgwiazdy o 35 ramionach. Były także ślimaki nagoskrzelne, osłonice, gorgonie i gąbki. Mnogość gatunków pod powierzchnią kontrastowała wyraźnie z ubogością życia na lądzie. Czasami pod wodą przemykał obok nas "rój" pingwinów, jednak zawsze zbyt szybko, by zrobić im zdjęcie. |
 |
| |
Kolonia wstężnic |
Głównie na powierzchni, choć pod wodą również, spotkać można było jeszcze jednego ciekawego "autochtona" - lamparta morskiego. Wielu nurków przybywa na Antarktydę właśnie na spotkanie z lampartami morskimi, organizowane są również wycieczki poświęcone głównie oglądaniu tych fok, szczególnie podczas spotkania z pingwinem. Lamparty morskie mają zwyczaj "bawić się" swoim pożywieniem. Dla bezbronnego pingwina taka zabawa ostatecznie kończy się śmiercią, po której foka metodą potrząsania obluzowuje jego skórę, następnie ją ściąga i zjada smakowite mięśnie piersiowe. Cały ten spektakl można podziwiać z bardzo bliska. Dno morskie przy koloniach pingwinów jest dosłownie usłane ich ciałami, na których żerują padlinożercy, tacy jak rozgwiazdy, obunogi i wstężnice. Lamparty morskie są potencjalnie niebezpieczne dla ludzi, potrafią też zatopić zęby w burtach pontonów, należy więc być stale gotowym do ucieczki. |
 |
| |
Lampart morski w porze relaksu |
Innym obowiązkowym punktem programu było nurkowanie obok góry lodowej. Daje to ogromne możliwości do fotografowania i wzory w lodzie naprawdę są wspaniałe, jednak dla biologa morskiego było to trochę nudne.
Czekanie na zaginiony bagaż, huragany i awaria silnika spowolniły naszą podróż na południe, jednak gdy już tam dotarliśmy, powitała nas piękna, słoneczna pogoda z temperaturą w okolicach zera. Doświadczyliśmy też kilku klasycznych polarnych załamań pogody. Zdarzało się, że podróż zodiakiem, która zaczęła się bezwietrznie i słonecznie, kończyła się w huraganie i zacinającej śnieżycy. Jednak pomimo tego, że Mikijew nie zawsze krążył w pobliżu, stale byliśmy osłonięci od fal i wichrów przez ląd, lub góry lodowe. |
 |
| |
Nurkowanie przy górze lodowej - za mało, żeby uszczęśliwić biologa morskiego |
Temperatura wody wynosiła przeważnie 0.5°C, czasami osiągając prawie 2°C. Nie mogłem dopasować żadnych suchych rękawic do mojego suchego skafandra, jednak pięciomilimetrowe, pięciopalczaste rękawice mokre spisały się całkiem nieźle, dajac mi pełną swobodę obsługi sprzętu i aparatu fotograficznego. Jednak po 45 minutach nurkowania miałem trochę zdrętwiałe ręce. Z drugiej strony zwiększyłem ilość warstw pod skafandrem i zabrałem najgrubszy możliwy ocieplacz. Niestety spowodowało to lekkie przepełnienie skafandra i rozszczelnienie kryzy szyjnej, wiec większość nurkowań kończyłem lekko wilgotny. Jednak stosując kaptur zasłaniający prawie całą twarz, nie marzłem podczas nurkowań. Zwykła maska w zupełności wystarczała, należy jednak pamiętać o automatach odpornych na zamarzanie w zimnej wodzie. Ograniczenie czasu nurkowania do 45 minut było rozsądne, jednak limit głębokości, wynoszący 20 metrów, bywał czasem frustrujący, gdyż często widzieliśmy poniżej interesujące rzeczy. Gdybyśmy mogli poświęcić na nurkowanie jeszcze kilka dni więcej, byłoby wspaniale. |
 |
| |
Ściana Paradise Bay |
Wszyscy bardzo dbają o ochronę czystego środowiska Antarktydy i należy ściśle przestrzegać zasad postępowania, szczególnie przebywając na ladzie. Oczywiście pingwiny nie stosowały się do tych zasad. Zdarzało się, że fotografując je z przepisowej odległości 5 metrów, byliśmy przez nie oglądani z bardzo bliska. To znaczy z wysokości naszych kolan, a nawet ramion. Większość ekologów poświęca coraz większą uwagę rozwojowi turystyki na Antarktydzie. Oczywiście należy brać pod uwagę ryzyko zanieczyszczenia spowodowane tonięciem statków, czy wyciekami oleju, jednakże coraz powszechniejsza jest opinia, że turystyka pomaga w zrozumieniu, jak ważne jest utrzymanie Antarktydy w czystości, oraz, że przynosi ona dużo mniej zniszczeń i zanieczyszczeń, niż obecne na kontynencie stacje badawcze, wraz z ich rozbudowaną infrastrukturą. |
 |
| |
Pingwiny ignorują Mikijewa w Paradise Bay |
Podróż na Antarktydę jest długa i kosztowna, lecz stanowczo warta każdego wysiłku i pieniędzy dla doświadczonego nurka, który nie boi się zimnej wody (i lampartów morskich). Dobrze jest jednak przybyć do Ushuai z kilkudniowym wyprzedzeniem, na wypadek zaginięcia bagażu, czy innych opóźnień. A gdy opóźnień nie będzie, można poświęcić tych kilka dodatkowych dni na nurkowanie w Kanale Beagle. |
 |
| |
Glyptonotus antarcticus, "ogromny" morski równonóg |
Tekst i zdjęcia: Keith Hiscock
Tłumaczenie: Piotrek Gliszczyński, CN Nowa AMA
|