Informujemy, że od 24.12.2014 r. do 06.01.2015 r. centrum nurkowe będzie nieczynne. Wszystkie zamówienia złożone w tym czasie w e-sklepie będą realizowane od 07.01.2015 r. Za utrudnienia przepraszamy.

Newsletter

Wyprawa nurkowa na Sipadan - 12 - 21 lutego 2007

Wyprawa nurkowa na Sipadan - 12 - 21 lutego 2007
Wyprawa nurkowa na Sipadan

Sipadan... chyba każdy kto nurkuje jakiś czas, zaczyna szukać wymarzonych miejsc, do których chciałby kiedyś pojechać. Dla mnie, po lekturze fachowych pism, stron internetowych i rozmów z doświadczonymi nurkami oraz po kilku programach w National Geografic, Planet czy Discovery, ten obrośnięty rafą szczyt skalnego słupa wyrastający 600m z dna Morza Celebes, był jednym z czołowych miejsc, które chciałem zobaczyć...

Po około dwóch latach od pomysłu udało nam się w chłodny zimowy dzień wsiąść do samolotu i polecieć na drugi koniec świata. Po krótkiej wizycie w Amsterdamie, którą umiliło nam miejscowe piwo i znaaaaaacznie dłuższym locie... "już" po ok 20 godzinach wysiedliśmy w Kuala Lumpur. Jeszcze krótka przejażdżka kolejką do centrum miasta i dotarliśmy do hotelu, z którego mogliśmy podziwiać widok na wspaniałe "Petronas Towers". Kuala Lumpur to miasto będące mieszanką nowoczesności i starej Azji, gnieżdżącej się w małych uliczkach, tygiel kultur przekładający się na wspaniałą kuchnię. Po krótkim zwiedzaniu miasta i obowiązkowych zdjęciach pod dwiema wieżami (niestety "pod" bo zwiedzanie do godz. 19 , zapadliśmy przy jednym ze stolików pośród autochtonów, wprost na ulicy. Wybór menu był prosty. Mogliśmy wybrać coś z karty opatrzonej zdjęciami lub wskazać jeszcze wijące się potrawy w akwariach stojących przy paleniskach. Cóż.... dopadł nas grzech obżarstwa... Następnego dnia polecieliśmy w kierunku Borneo. Tam czekała nas przesiadka w Kota Kinabalu i lot do Tawau. Niesamowite wrażenie robią deszczowe lasy Borneo pokrywające wzgórza i doliny poprzecinane brunatnymi rzekami. Jeszcze około godziny jazdy samochodem do Semporny i już tylko 40 min speedboatem na Mabul. Uff... ;)

Tam witają nas promiennym uśmiechem i chłodnym napojem wiodąc do bungalowów stojących na palach bezpośrednio na rafie. Przez tydzień towarzyszy nam plusk wody i rytm pływów przeganiający ryby na rafie. Mabul to wyspa, choć mieszkając w ośrodku "Sipadan Water Village Resort" nie ma potrzeby schodzenia na ląd. Krótki spacer pozwala obejść wyspę w 20 min. Z miejscowych rozrywek można wybierać pomiędzy walkami kogutów a meczem koszykówki przy lokalnym meczecie. Doskonale wyposażony ośrodek serwujący wyśmienite jedzenie i oferujący wspaniała organizację w bazie nurkowej pozwala na realizację nurkowej mantry spij - jedz - nurkuj - śpij - jedz - nurkuj...

 

Wyspa Sipadan od jakiegoś czasu jest zamknięta dla turystów. Rząd malezyjski ustanowił tam rezerwat żółwi. Odwiedzają ją praktycznie tylko nurkowie a ich pobyt jest reglamentowany limitem dziennym. Nie można tam nocować a jedynymi mieszkańcami są żołnierze, ptaki, nietoperze oraz koty i waran, który chętnie żywi się drugim śniadaniem nurków. Widać pozostałości osady turystycznej oraz budynek nieczynnej komory dekompresyjnej, z bambusowymi drzwiami. Docierają tam łodzie z kilku sąsiednich wysp oraz ze stałego lądu.

Standardowy program dnia przewidywał do południa dwa nurkowania i jedno po południu. Jeżeli nie udało nam się zrealizować dwóch pierwszych na Sipadanie to na pewno byliśmy tam popołudniu. Reszta nurków przypadała na okolice Mabulu lub sąsiedniej rafy Kapalai. Poza tym można bez limitów korzystać z nurkowań przy bazie nurkowej.

W końcu możemy wejść do wody... Po nurkowaniu sprawdzającym, które odbyło się przy bazie, przepłynęliśmy pod końcówkę pomostu innego ośrodka. Wybór miejsca wydawał się mało ciekawy. Hmmm... Myliłem się bardzo. W ramach prac "wszystko dla nurków" zbudowano tam z drewna rusztowania, coś na kształt sztucznej rafy, w których swojego schronienia szukały przeróżne gatunki ryb. Niesamowite wrażenie robi ich ilość, gdy otaczają Cię ławicami, jak na filmach przyrodniczych. Na koniec strzępiel gigant. Tak na oko sporo ponad 2 m, zawodnik wagi ciężkiej, ok 250 kg. Każdy nurek czuł przed nim respekt. Mieliśmy niejasne podejrzenia co do diety tej ogromnej ryby, ponieważ rewir jego bytowania zahaczał wprost o pomost kuchni ośrodka...

Następnego dnia udajemy się na Sipadan. Po ok 20 minutowej podróży szybką łodzią przybijamy do wyspy. Nasz przewodnik przekazuje miejscowym urzędnikom listę przybyłych nurków i już po chwil skaczemy przy ścianie w błękity Morza Celebes. Pierwszy nurek w sławnym Turtle Cave. Wita nas kilka barakud i rekin rafowy, żółw zjawia się odrobinę spóźniony. Od tego dnia podczas każdego nurkowania na Sipadanie towarzyszyły nam żółwie rozmaitej wielkości, w ilości jaką mogliśmy sobie tylko wymarzyć. Czasem w kadrze zdjęć można było uchwycić kilka na raz. To samo dotyczyło rekinów biało i czarnopłetwych. Rekord to 16 drapieżników na jednym zdjęciu. Ściana, przy której się nurkuje daje schronienie nieprzebranemu bogactwu ryb. Spotkania z murenami i skorpenami, w oprawie wspaniałych formacji koralowców i gąbek były świetnym tłem do poszukiwania niesamowitych żabnic, które raczej chodzą niż pływają i przypominają kolorowy kawałek rafy. Głębsze miejsca przy ścianie dały nam szansę na spotkanie z rekinem lamparcim. Szczyt rafy to prawdziwe akwarium, w którym kłębiły się setki małych ryb, pomiędzy którymi polowały travelery i tuńczyki a żółwie przedłużały egzystencję swojego gatunku. Mątwy przyglądały nam się ciekawie, gdy próbowaliśmy uchwycić na zdjęciach, choć część z tych magicznych chwil. Osobnym tematem jest pasja, której się oddawaliśmy, tzw. "muck diving". Dzięki naszym wspaniałym przewodnikom nurkowym odkrywaliśmy macro świat pomiędzy Kapalai a wyspą Mabul. To tam mieszkają ogromne rzesze ślimaków nagoskrzelnych, małych krabów, krewetek i innych fascynujących organizmów. Pozorna pustynia, jaką są łachy piachu, miejscami wzbogacone resztkami korali i stertami głazów, tętni niesamowicie kolorowym życiem. Spędziliśmy tam dużo czasu starając się doskonalić nasze umiejętności w zakresie fotografii macro, ku utrapieniu Jacka

Nurkowanie z brzegu przy bazie okazało się być genialnym dopełnieniem codziennego scenariusza. Naprawdę warto korzystać z tej opcji szczególnie podczas nurkowań nocnych. Tuż przy pomoście bazy nurkowej mureny chowają się w oponach służących za odbojniki a skrzydlice pływają pomiędzy schodami, którymi schodzi się z pomostu do wody. Na głębokości ok 3 m u podstawy schodów swą kryjówkę miał homar-rezydent. Nieopodal w rafie śpią ogromne papugoryby. Po piasku u podstawy rafy przemykają kraby z fantastycznymi ukwiałami na skorupach. I tak się jakoś dziwnie złożyło, że praktycznie każdy wieczór poświęcaliśmy na nurkowanie przy bazie

Rezultat? Po 5 dniach skończyliśmy naszą przygodę nurkową rezygnując z ostatniego planowego nurkowania. Limity dekompresyjne i zdrowy rozsądek mówiły, że jeżeli chcemy wracać samolotem do domu, to powinniśmy już sobie "odpuścić". Z żalem rozstawaliśmy się nurkowym rajem. Mimo odległości docierają tam ludzie z całego świata. Zawsze warto posłuchać, jakie kolejne miejsca mogą polecić. Nurkowania na Sipadanie i w jego okolicach są stosunkowo łatwe, średnio na głębokości 15-30m, w wodzie o temp 28° C (luty). Baza PADI 5 gwiazdek, jest świetnie zorganizowana. Posiada wspaniałych przewodników, którzy doskonale znają miejscową florę i faunę. Szczególnie warto z nimi pływać, gdy ktoś lubi świat macro. Jedyną niedogodnością był brak nitroksu.

Sipadan Water Village Resort to malownicze miejsce, które trafia w oczekiwania kogoś, kto chce spełnić swoje nurkowe marzenie o egzotycznych wyspach a jednocześnie odpocząć w iście dalekowschodnim stylu. Jeżeli ktoś szuka smaku Azji to i pod tym względem warto właśnie tam się zatrzymać Jest tam otwarty hot-spot WI-FI, który daje połączenie ze światem i oczywiście stacjonarny telefon. Z telefonu komórkowego można było korzystać tylko na pewnym odcinku pomostu łączącego ośrodek z wyspą. Miejsce jest naprawdę warte trudów podróży. Pozostaje jedno małe niebezpieczeństwo. Jeżeli tam pojedziesz, możesz resztę swoich wypraw nurkowych porównywać do tego, co zobaczyłeś na Sipadanie. Ja chętnie tam wrócę.


 

Tekst i zdjęcia: Piotr Brychczyński